Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

 

 

Spotkanie z Danutą Szaflarską, Dorotą Kędzierzawską i Danutą Stenką

29 marca 2008 

A Meeting with Danuta Szaflarska, Dorota Kedzierzawska, and Danuta Stenka

March 29, 2008

 

Podczas IX Festiwalu Polskich Filmów w Los Angeles, piękny i gościnny dom Państwa Haliny i Andrzeja Jagodów otworzył swoje drzwi dla trójki znakomitych gości festiwalu. Słynne aktorki Danuta Szaflarska i Danuta Stenka oraz znana reżyserka Dorota Kędzierzawska stały się na jeden wieczór także naszymi gośćmi w Klubie. W salonie z widokiem na piękny, kalifornijski ogród, trzy gwiazdy polskiego kina prowadziły lekką i dowcipną konwersację o swoich doświadczeniach na deskach teatrów i przed kamerami filmowymi. Panie dzieliły się ze sobą i z nami anegdotami, żartami i opowiadaniami o ciekawych przygodach w świecie sztuki filmowej. Z ogromną przyjemnością służyłam jako „moderator” owej rozmowy, niczym polska Barbara Walters bez chirurgii plastycznej…

Weteran sceny, 93-letnia Danuta Szaflarska, zrobiła ogromne wrażenie na zebranej publiczności. Wspaniała, drobniutka i wesoła aktorka, była bardzo skromna i nieśmiała, i koleżanki po fachu musiały ją zachęcać, żeby powiedziała coś więcej o swoich sukcesach i nagrodach. Rozmowę zaczęliśmy od jej wojennych doświadczeń jako łączniczki w Powstaniu Warszawskim. Moje „streszczenie” jej roli w Powstaniu, Szaflarska skwitowała „Jaka tam łączniczka. Ja nie byłam nikim specjalnym. Po prostu jak trzeba było gdzieś zanieść jakąś wiadomość, z jednej części miasta do innej, od jednego oddziału do drugiego, to ja zanosiłam…". Opowiedziała też swoje dzieje w podziemnym wojennym teatrze oraz o powrocie na scenę i do filmu tuż po wojnie. Zapytana o rolę w swoim pierwszym kinowym przeboju, „Zakazane piosenki”, Szaflarska odpowiedziała, że najważniejsze w tym filmie były piosenki satyryczne wymierzone przeciwko okupantom oraz przekaz nadziei jaki one niosły. „A film każdy zna, to nie ma o czym mówić...”.

Wielka aktorka miała więcej do powiedzenia o swojej współpracy z Dorotą Kędzierzawską, jedną z najciekawszych polskich reżyserek, tworzącą stylowe kino autorskie, ze wspaniałymi obrazami i skupionymi intymnymi portretami bohaterów, głównie kobiet i dzieci. Szaflarska z humorem stwierdziła, że Dorota Kędzierzawska musi ją sobie chyba wyobrażać jako wiedźmę i jędzę, bo tylko w takich rolach jest obsadzana, aż do roli we wspaniałym filmie prezentowanym na festiwalu, „Pora umierać”. Zapytana o przygotowania do tej roli i o to czy identyfikowała się z postacią zdziwaczałej, samotnej staruszki, obserwującej przez okno swoich sąsiadów i wyczekującej na telefony od syna w ogromnym, pustym domu, Szaflarska stwierdziła: „Ja jestem aktorką i gram różne role, ludzi do których wcale nie jestem podobna. Mam wspaniałą rodzinę, wcale nie jestem samotna, więc mój portret starszej pani w filmie był oparty na moim warsztacie aktorskim, nie osobistych przeżyciach”. Jej zdolność do wcielania się w postacie diametralnie różne, ma, naturalnie, swoje limity – Andrzej Wajda zaprosił ją tylko do jednego filmu, „Korczak”, gdzie miała grać okropną, starą, grubą Żydówkę. Oczywiście mogła być stara, mogła być Żydówką, ale grubą? Tego zagrać się nie dało. Wielka gwiazda polskiego kina zabawiała gości wieloma historyjkami z planu „Pora umierać”. Chłopiec grający małego chuligana, który wdrapał się przez okno do oszklonej werandy na drugim piętrze domu, wcale takim urwisem w rzeczywistości nie był. Okazał się bardzo miły i kupił jej drogi prezent, śliczną filiżankę z pięknej porcelany. Pies, który był tak wspaniałym partnerem na ekranie jako Filadelfia, czyli suka Fila, nie był suką tylko psem właśnie i też grał tę rolę jak artysta. Ciekawe, że początkowo inny psi aktor został wytypowany do tej roli. Pies trenowany przez parę tygodni specjalnie do tego filmu, po prostu „zamierał” przed kamerą, natomiast ten nowy, wprowadzony na plan jako ostatnia deska ratunku, był zupełnie „naturalny”. Z radością wykonywał wszystkie zadania i popisując się swoimi talentami i urokiem nie tylko dla małych smakołyków, jakie dostawał po każdej scenie, ale i dla przyjemności bycia podziwianym. Prawdziwy aktor – skwitowała Pani Szaflarska.

Reżyserka filmu Dorota Kędzierzawska włączyła się do dalszej dyskusji o „Pora umierać”, zaczynając od trzeciego bohatera w triumwiracie starej pani, psa i pięknego domu. Okazało się, że zabytkowy dom w lesie był sfilmowany w dwóch domach, jeden dostarczył widok z ogrodu, a drugi wnętrza. Pani reżyser z operatorem Arturem Reinhartem odwiedziła ponad 200 domów w okolicach Otwocka zanim wybrała owe dwa historyczne budynki. Zanim film został ukończony, dom „wnętrz” został już zdemolowany i zastąpiony nowym, tak jak planował sąsiad i syn staruszki w filmie. Dom ten grał wielką rolę w filmie nie tylko ze względu na same pokoje, salony, piece, schody… Okna miały ręcznie lane stare szybki, które zniekształcały świat przez nie oglądany. Wystarczyło postawić przed oknem kamerę, by pokazać dziwny, fascynujący punkt widzenia starszej pani, z rozproszonym światłem i „pływającymi” obrazami. Fotografowana przez okno postać stawała się jeszcze bardziej wyobcowana, oddalona. Przepiękna warstwa wizualna w tym czarno-białym filmie była tak intensywna, że zapominało się o braku koloru, tak artystycznie skomponowane były wszystkie kadry. Równie perfekcyjna była warstwa dźwiękowa, wykorzystanie muzyki i efektów dźwiękowych do pokazania stanów psychicznych bohaterki filmu. Gdy marzyła o młodości, zamglonym obrazom towarzyszył słodki, sentymentalny walc, nagle przerywany ostrym szczekaniem psa i powrotem do rzeczywistości. Cisza, wiatr, skrzypienie schodów, różne typy muzyki – wszystkie dźwięki stanowiły zaplanowaną, integralną warstwę filmu.

W odpowiedzi na mój komentarz o bliskości estetyce filmów Andrzeja Tarkowskiego, gdzie skupienie na powtarzanych obrazach z życia codziennego w starych domach (firanka powiewająca w oknie, rozlane mleko, grube kromki chleba, kropla deszczu na szybie) tworzyło niepowtarzalny klimat filmu, Kędzierzawska przypomniała nam, że przecież studiowała także i w Moskwie i dobrze zna i ceni mistrzów rosyjskiej kinematografii. Echo tych wpływów można było znaleźć w filmie „Nic” w stylizowanej scenie matki z dziećmi na ogromnych schodach, przypominającej słynną scenę schodów odeskich w „Pancerniku Patiomkin” Siergieja Eisensteina. To zakorzenienie w europejskiej tradycji było bardzo wyraźne w wielu kadrach filmów „Nic” (Leonardo da Vinci, prerafaelici) i „Pora umierać” - pokazanych w tym roku na festiwalu. Obydwa filmy powstały z inspiracji aktualnymi wydarzeniami a ich główne postacie miały wzory w rzeczywistości. Kędzierzawska ma szerokie doświadczenia w świecie filmów dokumentalnych i pisze scenariusze inspirowane samym życiem. Jest także znana ze wspaniałej pracy z dziećmi i umie zachęcić je do pełnej naturalności na ekranie, nie jako słodkie maleństwa, ale skomplikowane osobowości - uparte, gapiowate, smutne, czy dokuczliwe. Następne pytanie o swobodę twórczą w okresie studiów w PRL oraz w okresie Solidarności zainspirowane było opowieścią innego, dawniejszego gościa Klubu, Agnieszki Holland o jej czasach studenckich, czasach prawdziwej wolności artystycznej i głębokich przyjaźni, pogłębionych solidarnością wobec wspólnego wroga, która zanikła gdy kino się skomercjalizowało po zmianie systemu politycznego. Podobnie jak Agnieszka Holland, Panie Kędzierzawska i Stenka z nostalgią wspominały lata studiów oraz ferment artystyczny i polityczny, w którym brały udział.

Słynna polska gwiazda filmowa Danuta Stenka oczarowała obecnych urodą, wdziękiem i skromnością w ocenie swoich sukcesów. Kiedy zapytałam ją o rolę w filmach Wajdy, podkreśliła, że podobnie jak Danuta Szaflarska, została zaproszona tylko do jednego filmu Wajdy, do drugoplanowej roli w „Katyniu”. Aktorki stwierdziły więc, że Wajda ich nie lubi, skoro obsadził obie tylko raz. Co prawda, efekty artystyczne pracy Pani Stenki były tak wspaniałe, że za rolę tę otrzymała nagrodę Orła (odpowiednik polskich Oskarów) w 2008 roku. Inny przykład wspólnych doświadczeń to fakt, że obie panie dzielą karierę filmową i teatralną, występując na deskach sceny w sztukach współczesnych i klasycznych, włącznie z Szekspirem. Tu też okazało się, że obie panie grały tę samą postać, nieposkromioną Kasię w „Poskromieniu złośnicy”…

Pani Stenka, podobnie jak Pani Szaflarska, chwaliła swoich ulubionych reżyserów i pracę z tak wybitnymi artystami jak Jerzy Antczak. W jego filmie „Chopin, pragnienie miłości” grała rolę George Sand. W przygotowaniach do tego filmu jej doświadczenie sceniczne zostało wykorzystane przed kamerą w niekonwencjonalny sposób. Reżyser zebrał swoich aktorów na długi okres prób w stylu teatralnym na miesiąc przed rozpoczęciem zdjęć. Ten nietypowy sposób pracy i zapamiętanie całego dialogu (trzeba całą rolę umieć na pamięć, bo jak się czyta kwestie, dużo się traci na wyrazie emocjonalnym) umożliwił pogłębienie psychologicznego wymiaru postaci i ich wzajemnych relacji. Dzięki tym długim próbom postacie stały się naturalne i „prawdziwe”. Przypomniałam tu zgromadzonym, że Jerzy Antczak i Jadwiga Barańska są stałymi i częstymi gośćmi Klubu. Stenka, jak wiele wybitnych aktorów, bardzo sobie ceni pracę z reżyserami, którzy pozwalają jej wnieść coś własnego, indywidualnego do roli. Przeciwieństwem takich reżyserów jak Wajda czy Antczak był Robert Wilson, wizjoner teatru i opery, który planuje swoje spektakle w każdym detalu. Reżyserował on spektakl w Polsce oparty na sztuce jaką uprzednio przedstawił we Włoszech i Holandii. Przygotowując się do ról, aktorzy musieli reprodukować jak automaty wszystkie gesty, intonacje i zachowania sfilmowanego wzoru, metodą „stop-klatka”. Pani Stenka opisywała sztywność gestów, nienaturalność wysokiego głosu w jednej ze scen (w innych musiała mówić prawie basem) oraz opór aktorów, którzy nie chcieli zamienić się w roboty. Postanowili jednak zrealizować wizję autorską Wilsona i ich wersja okazała się najlepsza ze wszystkich, najbardziej wierna jego intencjom.

Zadałam Paniom wiele pytań o ich karierę sceniczną, nie pytając co wolą robić i co lepsze - film czy teatr - bo wiadomo, że wyboru dokonać nie można, ale czy warsztat i doświadczenia z jednej dziedziny przydają się w innej. Tutaj okazało się, że reżyserzy filmowi uważają, że gra aktorów teatralnych jest zbyt przesadzona i przez to pozbawiona intymności i delikatności jakiej oczekuje się od aktorów filmowych. Obydwie gwiazdy, dumne ze swojego aktorskiego warsztatu, zgodziły się, że to postawa nonsensowna, bo jedno doświadczenie wzbogaca drugie i po to jest się zawodowcem, żeby wiedzieć co, gdzie i jak zagrać.

Na zakończenie wieczoru zmieniłam temat i zapytałam Panią Stenkę o jej strony rodzinne na Kaszubach. Nagrodziła mnie i publiczność klubową wygłoszeniem kilku kwestii w języku kaszubskim i opowieścią o pięknie lasów i jezior w rodzinnej okolicy, którego nie była w stanie docenić jako młoda dziewczyna, tak była do tych widoków przyzwyczajona. Pani Danuta opowiadała też o swoich podróżach na Kaszuby i występach w małych przedstawieniach wśród „swoich”.

Wizyta Danuty Szaflarskiej, Doroty Kędzierzawskiej i Danuty Stenki była nadzwyczajną okazją poznania wielkich osobowości i artystek. Na zakończenie wypada tylko podziękować trzem wielkim Damom Polskiego Kina za ich obecność wśród nas.

Maja Trochimczyk

Danuta Szaflarska znana jest wszystkim z niezapomnianych „Zakazanych piosenek” i „Skarbu”. W 2007 roku na Festiwalu w Gdyni za rolę w „Pora umierać” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej nagrodzona została wyróżnieniem dla najlepszej aktorki. Wcześniej na tym samym festiwalu Danuta Szaflarska dwukrotnie otrzymała wyróżnienia dla najlepszej aktorki drugoplanowej za filmy „Diabły, diabły” i „Pożegnanie z Marią”.

Danuta Stenka jest jedną z najbardziej znanych i podziwianych współczesnych polskich aktorek filmowych i teatralnych. Ukończyła Studium Aktorskie przy Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Prawdziwą popularność przyniósł jej serial „Boża podszewka” oraz filmy „Ekstradycja” i „Chopin – pragnienie miłości”, w którym wcieliła się w postać francuskiej pisarki George Sand, za co otrzymała dwie najbardziej prestiżowe nagrody aktorskie w Polsce – Złotą Kaczkę i Złotego Orła. Inne wyróżnienia to: „Paszport Polityki” i nagroda im. Aleksandra Zelwerowicza za rolę Elidy Wangel w przedstawieniu „Kobieta z morza” według Ibsena. Zagrała też główną rolę w „Nigdy w życiu”, filmie opartym na bestsellerowej powieści Katarzyny Grocholi. Ostatnie filmy, w których Danuta Stenka wystąpiła to: „Katyń”, „Jeszcze raz” i „Lejdis”.

Dorota Kędzierzawska jest  absolwentką kulturoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim, Wydziału Reżyserii WGIK w Moskwie oraz Wydziału Reżyserii PWSTviT w Łodzi. Otrzymała wiele nagród na festiwalach polskich i zagranicznych, między innymi: za film „Wrony” Nagrodę Specjalną Jury na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, Grand Prix Bronze na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym dla Dzieci i Młodzieży w Bellinzona i nagrodę „Charlie Chaplin” na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Komediowych w Vevey, a za film „Jestem” Nagrodę Specjalną Jury Kinderfilmfest na festiwalu w Berlinie oraz Nagrodę Publiczności na festiwalu „Free Zone” w Belgradzie.

During the 9th Polish Film Festival of Los Angeles, the lovely and hospitable home of Mr. and Mrs. Jagoda welcomed three distinguished festival guests who became, for that evening, also our guests and friends: famous actresses Danuta Szaflarska and Danuta Stenka, and noted film director Dorota Kedzierzawska.  The ladies sat together on a massive sofa, with the Paradise-like view of California gardens in the window, and talked to us, and with each other, about their experiences in the beautiful and elusive arts of film and theater – exchanging anecdotes, laughing, and sharing the joy of creativity.  It was my great pleasure and honor to serve as a hostess for the evening, the Polish Barbara Walters, minus plastic surgery…  

As behooves a decorated veteran of the stage, the 93 year old Szaflarska dominated the conversation, but not because she was so commanding and pushy. The great, yet diminutive actress was self-effacing and almost shy, and had to be prodded by her colleagues to actually "brag" a little about her achievements and experiences.  In responding to my questions, she embodied the noble Polish virtues of humility and modesty.  We started from her war-time experiences as member of the Polish Home Army and participant in the Warsaw Uprising.  To my recounting of her role as communication officer ("laczniczka"), Szaflarska responded: "What officer, I was not anybody special. I just carried the messages from one place to another, from one group of fighters to another, that was nothing unusual or great."  She also explained her role in the underground theater and the return to the stage and to film right after the war modestly discounting her role in her first great hit, "Forbidden Songs" (Zakazane Piosenki), based on actual war-time songs criticizing or ridiculing the Nazis, and encouraging Poles to remain hopeful, no matter what.  She thought that everyone knew that film anyway, so there was nothing much to talk about.  

Szaflarska had a lot more to say about her collaboration with Dorota Kedzierzawska, one of the most interesting film directors currently active in Poland, creating stylish "art-house" films, with stunning visual images and focused, intimate portrayals of her subjects, preferably women or children.  Here, too, good humor was in evidence as the great actress said that Kedzierzawska seems to envision her as a witch or old hag: in the first of the films she appeared she was "jedza" in the next "wiedzma" -  all the way to the lonely old woman spying on her neighbors in "Time to Die" (Pora Umierac).  Asked about preparing for that role and whether she identified herself with the character, Szaflarska pointed to her extended family and many rich and happy relationships, and emphasized that acting is a craft. Her portrayal of the lone, bitter and eccentric old woman was great because of her talent and skills, not because she resembles the character.  She said she could play any role within limits of reason. For instance, she was asked by Andrzej Wajda to appear in one of his films only once, to play an old, rich, fat Jewish woman in "Korczak."  She said – "I could do old and rich, but fat?"   The Grand Dame of Polish Film entertained the guests with many charming stories about the filming process on location for "Time to Die."  The boy who climbed through the window and appeared a complete ruffian in the film, who actually was very sweet and bought her an expensive gift, a rare, antique china teacup. The dog who was such a great partner and so well impersonated the female Philadelphia (Fila for short), was actually male and was not the first choice. That original dog, trained for weeks for the role, completely "froze" in front of the camera, while the new one was a natural, happily showing off just for the sake of it, as well as for treats. He was handsomely rewarded with dog treats for performing each scene, but went far and beyond the call of duty.  

The director, Dorota Kedzierzawska, took part in the discussion of further details of this film, starting from the third protagonist in the triumvirate of the old lady, the dog and the house.  It turned out that the interiors and exteriors were filmed in different houses in the Warsaw suburbian town of Otwock, filled with trees and historic buildings in various states of disrepair.  By the time the film was released the house with interiors was already demolished.  The crew visited over 200 houses in order to identify the "actor" for the film; and the final choice was made for visual reasons. The house had antique windows with hand-made glass panes that were uneven and distorted the light in various ways.  The use of camera angles through the window and the resulting distortions in the images created the unique, haunting visual layer in this critically acclaimed black-and-white film.   

I asked the director about the perfectionist editing and the use of sound and music that was rarely focused and beautiful.  It appeared that she thought of everything and planned certain shifts in the narrative to occur through sound. When the old lady was dreaming of her youth, she heard a sweet waltz, but it was suddenly interrupted by loud barks of her dog with all the sound effects accompanying the animal.  These shifts from dreamscape to reality occurred several times and added to the enchanting, poetic character of the film.  

Personally, I believe it was the best film I have seen since Andrei Tarkovsky's Sacrifice and the best black-and-white film I ever saw (I really like things to be in color, so I'm not a fan).  In response to my comment about possible relationships with the type of focused, detailed imagery from daily life that Kedzierzawska shared with Tarkovsky (curtain billowing in the wind, spilling milk, rough texture of freshly cut bread, raindrops flowing down the window, etc.), the director reminded the audience that she did actually study film in Moscow in one of the episodes of her film education and that she knows well and appreciates the best works of the Russian film school, from Einseinstein's "Battleship Potiomkin” to Tarkovsky.  A version of the famous "staircase scene" from the latter film appeared in "Nothing" (Nic), with the woman and children carefully placed on stern horizontal bars of steps.  

Moving on to Kedzierzawska's philosophy of film-making, we next discussed her work with children.  She is known for great performances of children in her films and the secret lies in her choices of children – who are typically not the obvious "stars" of the audition process, but somewhat shy children that slowly begin to shine and become entirely natural in front of the camera.  Children in "Time to Die" and "Nothing" were extraordinarily real, not the typical cute and endearing child stars, but defiant, angry, sad, and happy children that one may see playing in the park.   Kedzierzawska's talent to elicit great performances from amateurs stems in part from her experience as a documentary filmmaker and her interest in portraying complex, living people, even very small people, who too have issues and problems.  Her director of cinematography was another reason for the great sophistication and high artistic quality of her films. Their collaboration lasted for a long time and she praised him for his ability to clearly "see" her screenplays in visual terms that very closely reflect her own vision of what they should look like.  It is a rare coupling of great artists that resulted in such mischievous and wistful masterpiece as "Time to Die."  

The most famous star on our panel, Danuta Stenka, showed true class of the Queen of Polish Film, by letting her partners virtually monopolize the conversation.  When asked about her roles in Wajda films, she pointed out that, like Szaflarska, she was only asked to appear in one of them and also in a relatively minor role.  She played a wife of a Katyn officer in "Katyn" and was rewarded the Polish 2008  "Orly" (Eagle) award for her intense and emotionally focused performance in the supporting role in Katyn.  Instead of dwelling on her success, Stenka said that this is just one more thing that they both share.  Another example of shared experiences pointed out by Stenka was the fact that both actresses were successful in their theater and film performances, dividing their time equally between the stage and the camera.  One classic playwright that brought them together was Shakespeare. They both played Catherine (Kasia) in the Taming of the Shrew!   

Stenka, like Szaflarska, praised some of her favorite film directors, including Kedzierzawska, for their ability to leave room for the actor's own creative contributions.  Jerzy Antczak, in "Chopin" (she played George Sand), had the whole cast rehearsing the film screenplay as if it was a theater show, for a month prior to shooting. This allowed everyone to grow into the role so much so that their performances appeared to be very natural and fresh.  Stenka, like many eminent, creative actors, greatly appreciates working with directors that allow her to show a personal touch and individual approach to the role.   In contrast to that freedom and creativity was Robert Wilson's theater direction of a spectacle done in Poland as a version of a play that Wilson designed visually and in terms of stage motion and previously staged in Italy and other countries.  It was fascinating to hear from a seasoned, talented actress a description of what "torture" did the visionary, idiosyncratic director put her team through. They all have to follow the directions with accuracy to minute details, with each gesture, each position of the hands, speed of steps, tilt of the head, to be reproduced exactly as filmed on the "model."  In this way, Wilson transformed the actors into quasi-robots, whose only function was to reproduce and not to add anything.  The actors did not like it at first, but later mastered his style so well that their performance, filmed by Wilson, was recognized as the best of all the various versions of this play.   

At the end of the evening, I switched subjects and asked Stenka about her honors and her involvement in the region of her family – Kaszuby.  She rewarded me and the audience with speaking in the local language and pointed out that while growing up she did not appreciate the unique beauty of Kashubian forests and lakes.  Only after travelling the world, did she come to a realization that she did, in fact, grow up in Polish Paradise. Different from our Californian one, but equally alluring…  

While the visit of Danuta Szaflarska to Los Angeles was one of a kind treat and the star may never visit us again, we  hope to see Danuta Stenka during another meeting dedicated entirely to her art, views and interests.  For now, let me thank the three Dames of Polish Film for their creativity and their gifts that have enriched us all…       

Maja Trochimczyk