Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

Koncert Urszuli Dudziak

29 marca 2008

Urszula Dudziak, znakomita gwiazda polskiego jazzu odwiedziła Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej 29 marca 2008 roku, odsłaniając nam odmienną, bardziej intymną stronę swojej muzycznej osobowości. Podczas spotkania w gościnnym polsko-kalifornijskim domu Państwa Elżbiety i Jana Iwańczyków artystka ukazała swój talent jako „chanteuse” - niezwykle różnorodny i osadzony w nadzwyczaj obszernym repertuarze. Urszula Dudziak objawiła się zgromadzonej licznie publiczności nie tylko jako gitarzystka akompaniująca sobie na akustycznym instrumencie, w stylu „singer-songwriter”, ale również jako oddana mama z dumą prezentująca córkę Kasię Urbaniak, pełną wdzięku młodą damę, która miała okazję też wystąpić i zachwycić nas swoim głosem.

Pani Urszula od razu skierowała spotkanie na tory osobiste, wspomnieniowe. Rozpoczęła recital od własnej piosenki napisanej po rozstaniu z mężem Michałem Urbaniakiem, z którym spędziła całe lata koncertując po świecie. Delikatna i nostalgiczna piosenka wyrażała gorycz rozstania. Artystka śpiewała półgłosem, w niskim rejestrze, w tonie zwierzeń. Zaraz jednak zmieniła nastrój opowiadając gościom Klubu o jednym z najbardziej zaskakujących momentów w swojej karierze – niesamowitej popularności standardu napisanego w latach 70., wykonywanego wspólnie z grupą Urbaniaka przez wiele lat, a który dopiero w 2007 i 2008 roku stał się światowym przebojem. Zatytułowany „Papaya”, utwór ten (bez słów, w szybkim tempie, z chwytliwym refrenem) stał się popularny na Filipinach dzięki wykorzystaniu go przez jedną z tamtejszych stacji telewizyjnych. Taniec „Papaya” – jak nowa Makarena - podbił świat i pojawił się w tysiącach wersji w YouTube, włącznie z najdziwniejszą i najciekawszą, wykonaną przez oddział filipińskiej armii. Urszula Dudziak opowiadała nam, że nawet się wzruszyła oglądając to wideo, bo żołnierze rzucili karabiny i zaczęli razem tańczyć, pokazując, że muzyka i taniec kładą koniec wojnie i agresji.

Wieczór wypełnił więc monolog artystki, która podzieliła swój czas między opowiadanie zabawnych anegdotek ze swojej światowej kariery i życia w dwóch krajach oraz zaprezentowanie zestawu standardów jazzowych, piosenek polskich i amerykańskich, włącznie z „Już szumią kasztany” z repertuaru Magdy Umer, która niedawno gościła w Klubie. Po tak ciekawych i zdawało się wyczerpujących opowieściach trudno było niżej podpisanej zadawać pytania. Okazało się jednak, że jest jeszcze wiele tematów do poruszenia, bowiem podczas samego koncertu Pani Urszula opowiadała o swoim spojrzeniu na życie i muzykę, a po koncercie mogłam zapytać ją głównie o sprawy czysto warsztatowe, muzyczne.

Zaczynająca karierę wokalistki jazzowej młoda Urszula była jeszcze w szkole średniej, kiedy miała okazję zaśpiewać dla Krzysztofa Komedy, który natychmiast zaoferował jej pracę z własnym zespołem. Rozpoczęta od tak wspaniałego partnera muzycznego kariera zaprowadziła Urszulę Dudziak na szczyty muzycznej profesji - do nagrody Śpiewaczki Roku (mianowana w 1979 roku przez „Los Angeles Times”) oraz artykułów w najważniejszych pismach jazzowych. Album „Newborn Light”, nagrany z Adamem Makowiczem dla amerykańskiej firmy płytowej Columbia, otrzymał w prestiżowym amerykańskim magazynie „Down Beat” maksymalną ocenę pięciu gwiazdek. Dudziak fascynowała się stylem skatowania Elli Fitzgerald i rozszerzyła swój repertuar wokalny o zbliżony styl bezsłownego improwizowania oraz całą feerię efektów dźwiękowych wykorzystujących olbrzymią rozpiętość jej głosu. Na pytanie czy pomogła jej w tym elektronika, odpowiedziała, że tak – fascynowały ją możliwości przetwarzania głosu za pomocą specjalnej aparatury, efekty zniekształceń, echa, pogłosu oraz innych technicznych sztuczek. W koncertach posługiwała się często różnego rodzaju elektroniką, nagrywała wielościeżkowo i bawiła się nowymi zabawkami technologii dźwięku, zwłaszcza po emigracji do Ameryki w 1973 roku. W latach 70. stała się światowej sławy reprezentantką stylu fusion. W trakcie swej bogatej i ciekawej kariery nagrała ponad 50 płyt. Wiele płyt od lat 60. nagranych było z grupą Urbaniaka, więc rozstanie osobiste stanowiło moment przełomowy w karierze artystycznej. W latach 80. Pani Urszula miała innych wspaniałych partnerów muzycznych takich jak Vocal Summit Group i solista grupy Bobby McFerrin. Dużo odwagi do kariery solowej dał jej moment wspólnego występu na prestiżowym koncercie Jazz Jamboree w Warszawie, gdzie była zaproszona z Urbaniakiem, a pojechała z McFerrinem, który z entuzjazmem zgodził się zaśpiewać w duecie. Koncert był triumfem wokalistki i początkiem solowej kariery.

Zapytana o porównanie wykonań w studio z tymi na żywo, przed publicznością, Pani Urszula odpowiedziała, że muzyka jazzowa, improwizowana pod wpływem innych muzyków w tym samym zespole, zawsze się zmienia, w każdym wykonaniu jest nowa, a najlepsze nagrania są z koncertów, gdzie słychać energię muzyczną, grę motywami i frazami i przerzucanie „punktu ciężkości” wykonania od jednego muzyka do drugiego. Jest w tej radości muzykowania coś nadzwyczajnego, niesamowite poczucie wolności i kreatywności. Artyści estrady czy jazzmeni nie zamienią tej radości wspólnego tworzenia na zimne matematyczne wyrachowanie studia, gdzie można wielokrotnie powtarzać i montować każdy fragmencik, ale czasem brakuje „życia”. Porównanie „Kolęd” nagranych przez Urszulę Dudziak w duecie z Grażyną Auguścik z ich interpretacją podczas ostatniego koncertu promującego dysk w 1996 roku, wypadło na korzyść koncertu. Dwudziestominutowa improwizacja na temat „Przybieżeli do Betlejem” wypełniona skatowaniem, dialogami obu wokalistek, solami perkusji i kontrabasu, to była wspaniała uczta muzyczna, której mieliśmy okazję być świadkami w Jazz Bakery w Los Angeles. Dudziak i Auguścik pokazały, że nawet nasze stare kolędy mogą się stać materiałem muzycznym dla jazzu, jeśli do dzieła zabiorą się tak wielkiej klasy artystki. Gdy przypomniałam jej o tym koncercie, uśmiechnęła się tylko: „A rzeczywiście…”

We wspomnieniach muzyczno-życiowych Pani Urszula opowiadała nam też o związku ze wspaniałym, tragicznie zmarłym pisarzem Jerzym Kosińskim, autorem słynnego „Malowanego ptaka”, powieści która zainspirowała jedno z nagrań artystki. Kosiński uwielbiał jej głos, a Pani Urszula śpiewając dla niego samego, w domu, bez akompaniamentu, umiała osiągnąć wyżyny improwizacji jakich już nikt nigdy nie usłyszy. Były to wersje muzyki intymne, serdeczne, ciepłe, a jednocześnie wirtuozowskie, jak przystało na okazje śpiewania dla tak wybitnego pisarza.

Na spotkaniu w Klubie Modrzejewskiej wdzięczni słuchacze mogli się również dowiedzieć jaką filozofię życia wyznaje artystka. Zawsze optymistycznie i pozytywnie nastawiona do świata nie traci energii na narzekanie. Elegancko i nowoczesnie ubrana w długi żakardowy żakiet, Urszula Dudziak nie ukrywała swoich 65 lat, publicznie ciesząc sią z faktu, że ma takie udane, bogate i ciekawe życie, wypełnione przygodami muzycznymi i spotkaniami z fascynującymi osobami czy muzykami jak: Herbie Hancock, Dizzy Gillespie, Clark Terry, Ron Carter, Wynton i Branford Marsalis, Gil Evans, Sting, Lionel Hampton, Archie Shepp, DJ Vadim i Lester Bowie. Artystka opowiadała też o swojej działalności na rzecz miasta z rodzinnych stron, które nagrodziło ją tytułem honorowej obywatelki.

Gratulując Pani Urszuli wspaniałych osiągnięć i nagród, życzymy jej jeszcze wielu znakomitych nagrań i koncertów w przyszłości. Wszak niektóre z najciekawszych wersji standardów w wykonaniu Elli Fitzgerald powstały w jej „późnym okresie” wypełnionym mądrością i ciepłem jakie zdobywa się wraz z doświadczeniem życiowym.

Maja Trochimczyk