Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

„Chlip hop czyli nasza mglista lap-top lista”
w wykonaniu
Magdy Umer, Andrzeja Poniedzielskiego
i Wojciecha Borkowskiego

8 marca 2008

Śpiewane przez nią piosenki „Koncert jesienny na dwa świerszcze”, „O niebieskim pachnącym groszku”, „Oczy tej małej” znała cała Polska. Zjawiskowa i eteryczna. Wykonawczyni poezji śpiewanej i dziennikarka. Łączyły ją silne i wieloletnie więzy przyjaźni z Jeremim Przyborą i Agnieszką Osiecką. Magda Umer ukończyła Wydział Filologii Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutowała pod koniec lat 60-tych w kabaretach studenckich. Laureatka Festiwalu Piosenki w Opolu. Scenarzystka, aktorka i autorka recitali. Wyreżyserowała widowiska „Biała bluzka” (z Krystyną Jandą), „Kobieta zawiedziona”, „Zimy żal”, „Big Zbig Show” (ze Zbigniewem Zamachowskim), „Mężczyźni mojego życia”, „Zielono mi”, „Marlene” i zaprezentowane na spotkaniu „Chlip hop”, w którym oprócz Magdy Umer wystąpili również Andrzej Poniedzielski i Wojciech Borkowski.

Andrzej Poniedzielski jest poetą, bardem i konferansjerem związanym ze środowiskiem kabaretowym. Prywatnie mąż piosenkarki Elżbiety Adamiak, dla której napisał wiele piosenek. Pisał również dla Maryli Rodowicz, Anny Marii Jopek, Edyty Geppert, Grzegorza Turnaua, Lory Szafran, grupy „Pod Budą” i Doroty Stalińskiej. Publikuje „Felietony z wierszem” w miesięczniku „Zwierciadło”.

Artystom akompaniował Wojciech Borkowski, pianista, aranżer i kompozytor. Wojciech Borkowski jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Od 15 lat piastuje stanowisko kierownika muzycznego warszawskiego Teatru Ateneum.

„Chlip hop czyli nasza mglista lap-top lista” to pełna subtelnego humoru, tocząca się przez Skype’a, inteligentna opowieść o blaskach i cieniach naszej egzystencji, przemijaniu, e-mailowej nieszczęśliwej miłości do „mężczyzny, który się nie zdarza” oraz wszelkich konsekwencjach z tej miłości wynikających. Dowcipna całość przepleciona została piosenkami Jeremiego Przybory, Wojciecha Młynarskiego, Jonasza Kofty, Bułata Okudżawy, Agnieszki Osieckiej i Andrzeja Poniedzielskiego. Na scenie, w trzech różnych „mieszkaniach” przygotowanych i umeblowanych przez naszą wspaniałą klubową scenografkę Krysię Okuniewską, zasiedli przed ekranami komputerów Ona (Magda, „Imagine”), On („Andryou”) i Pianista (zwany też przez swych współrozmówców „Alle-gro”). Wszyscy w wieku „stabilnej młodości”, przez dwie pełne godziny snuli „historię o życiu niewesołą, choć pogodnie opowiedzianą”. A sama Magda Umer w recenzji przedstawienia na portalu gazeta.pl tak mówiła o całym przedsięwzięciu: “Opowiadamy sobie o tym, co cenimy, a czego nie. Zwierzamy się sobie ze swoich różnych dziwnych stanów, które są także, mam wrażenie, znane i tym, którzy zasiądą na widowni. I śpiewamy. A odbywa się to wszystko w sposób bardzo naturalny. Tak jak w “Zimy żal” śpiewałam “O, Romeo” Jeremiemu do telefonu, tak teraz śpiewam Andrzejowi przez Skype”. Wprowadzenie przez artystów do języka poezji określeń technicznych i komputerowych dało ciekawe i komiczne efekty, a niektóre błyskotliwe powiedzonka z przedstawienia z pewnością wejdą do potocznego języka polskiego na stałe, jak na przykład „Starość musi się wyszumieć... i zalogować”. Obok piosenek oryginalnych pojawiły się pastisze (pod melodię słynnego „Volare” podłożono słowa ... reklamujące lek przeciwbólowy), a Andrzej Poniedzielski zachwycił publiczność znakomitym tłumaczeniem jednego z największych utworów Leonarda Cohena „Dance Me to the End of Love”, którego jedna ze zwrotek brzmi: „Płoną w nas zachodem wiecznym całe stada słońc. Śpią ławice gwiazd wygasłych, ciężkie chmury wron. Dotknij nieba myślą senną, ale każdym z tchnień. Tęsknij za kolejnym dniem.” „Chlip hop” stanowiło idealne antidotum nie tylko na naszą szarą polską (choć już nie komunistyczną) rzeczywistość, ale i na sposoby jej przedstawiania przez wszędobylskie i wszechwiedzące media, w których, na co nasi artyści rezolutnie zwrócili uwagę, dużo rozmów o oglądalności i słuchalności, a jakoś nic o... poczytalności. Spektakl wprawił bardzo licznie przybyłą publiczność (wedle wstępnych szacunków na spotkanie przyszło około 130 osób) w stan całkowitej euforiii, upojenia i radości objawiającej się niekontrolowanymi zupełnie wybuchami śmiechu, bo chociaż temat przemijania należy do tych z gatunku poważnych, to jednak przedstawiony został w sposób najlżejszy z najlżejszych i przy pomocy tekstów równie lekkich co doskonałych, które wyszły spod piór najznamienitszych.

Stroną techniczną przedstawienia zajął się jak zwykle i jak zwykle niezwykle profesjonalnie nasz klubowy kolega Sławek Brzeziński, nad bufetem i dobrym samopoczuciem gości czuwała Lilianna Moradi z córką Roksaną, a śpieszących do świątyni sztuki witały z wdziękiem, uśmiechem i... różami (wszak był to 8 marca) Krysia Kuszta i Danusia Żuchowska. Natomiast Jacek Roszkowski i Lucyna Przasnyska zadbali o uwiecznienie na fotograficznej „kliszy” chwil miłych i niestety ulotnych.

Magda Umer wraz z Andrzejem Poniedzielskim, Wojciechem Borkowskim i menedżerką Małgorzatą Borzym przybyła do Kalifornii na specjalne zaproszenie Klubu im. Heleny Modrzejewskiej. Niżej podpisana miała bowiem przyjemność zobaczyć cały spektakl już wcześniej na dziedzińcu szczecińskiego Zamku Książąt Pomorskich i od tego czasu myśl jedna i marzenie ją prześladowało, aby artyści mogli wystąpić i pod kalifornijskimi strzechami.

Gościnnego i przyjaznego dachu na sztukę najwyższej próby udzielili Państwo Kasia i Bartek Chmielewscy.

O czym donosi

Dorota Czajka-Olszewska