Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club


 

Spotkanie Opłatkowe

8 grudnia 2007


W białe otuleni puchy
(nie, nie z śnieżnej zawieruchy,
bardziej z pierza pochodzące),
pod kalifornijskim słońcem,
między plażą i palmami,
autostradą i korkami,
wspominamy dawne dzieje,
polskie zimy i zawieje.
Łza się trochę w oku kręci
i tak nas niezmiernie nęci,
by pojechać tam (tak z marszu!),
gdzie Wigilia ma smak barszczu,
uszek, karpia w galarecie.
Miast się tułać znów po świecie
i w podniebną ruszać podróż,
lepiej zajrzeć do nas, bo tu...
 

... bo tu Teatrzyk „Śnieżynka” zaprezentował tłumnie przybyłej publiczności opowiastkę niemoralną pod nieco przyzwoitszym i świątecznym tytułem „Historia pewnej Gwiazdki”, przygotowanej na podstawie doskonałych tekstów mistrza Jeremiego Przybory.

Teatrzyk „Śnieżynka” powstał w listopadzie 2007 roku i po licznych castingach i przesłuchaniach skompletował grupę znamienitych aktorów, w skład której weszli (w kolejności alfabetycznej): Kuba Chyła, Elżbieta i Jan Hiszpańscy, Elżbieta Kańska i Joanna Maleska. Nowo powstały teatrzyk objęła reżyserską opieką Dorota Olszewska, która również dokonała wyboru i adaptacji tekstów. Scenografią zajęła się nasza niezrównana w projektach plastycznych koleżanka klubowa Krysia Okuniewska, której w stawianiu dekoracji dzielnie pomagał Witek Olszewski. Las zimowy wyglądał jak „żywy” i skonstruowany został a to po części z wypożyczonego od zaprzyjaźnionego Zespołu Krakusy malowidła, a to z dostawionych choinek i tiulu. Dekoracja tak spodobała się gościom, że jeszcze długo po zakończonej części artystycznej fotografowali się na jej tle. Takie widoki wszak na naszej kalifornijskiej ziemi aż tak często się nie zdarzają.

Narratorem opowiastki był dwunastoletni Kuba Chyła, który rozpoczął całe przedstawienie i od razu przykuł uwagę publiczności świetną dykcją i interpretacją. Po nim na scenie pojawił się owinięty w jedwabny szaliczek szarmancki Janek Hiszpański, tęsknie i uwodzicielsko wzdychający za ciepłą wdówką na zimę („Gdyby wdówkę gdzie ciepłą napotkać! Nim ta zima chwyci znów - żeby tak coś z ciepłych wdów! Ciepła wdówka na zimę - zawieruchę i mróz.”). Partnerowała mu Ela Kańska ochoczo godząca się na rolę ciepłej wdówki („Proszę pana, ja panu coś powiem: jestem ciepła, choć jeszcze nie wdówka. Ale jeśli pan umie uwdowić - czeka pana urocza placówka.”). Wspólne zaloty przerwane zostały dość gwałtownym wkroczeniem do akcji rozjuszonej Joasi Maleskiej („Nareszcie! Gdzieś dotąd przebywał tak długo? W areszcie? Czy może z tą trzecią, czy drugą? Czy też cię kosztował ten czas tyle męki? Nareszcie! Ach, dotknąć twej twarzy, twej ręki. Nareszcie!”). Na dwóch uwiedzionych historia niestety się nie skończyła... Z śnieżnej zadymki wyłoniła się zamyślona i smutna Ela Hiszpańska, szukająca ze szkłem powiększającym śladów niewiernego kochanka (”Jak ten śnieg pada. Nie zostałeś ze mną dziś. Jak ten śnieg pada. Nigdy już nie zostałbyś. Już po twoich śladach w łez białych zamęcie odeszło to szczęście, co z nieszczęść się składa.”). Ela, obficie obsypywana śniegiem rzucanym zza sceny przez Krysię Okuniewską, odpłynęła w zimową białą dal, a na scenę wkroczyli po raz kolejny Joasia (wciąż w nie najlepszym humorze) i Janek, do znudzenia powtarzający pytanie „No co? No co? No co? No co? No co ja ci zrobiłem? Cóż ci takiego zrobiłem oprócz dzieciątka - prócz tej pamiątki przemiłej po naszych piątkach?”. Dobiegający zza sceny płacz niemowlęcia stanowił niezbity dowód na to, że para wcześniej miała okazję poznać się nieco bliżej. Przyglądający się całej historyjce Kuba mógł tylko westchnąć głęboko, machnąć z rezygnacją ręką na skomplikowane sprawy dorosłych i zaproponować, aby je przykrył śnieg („Na całej połaci - śnieg. W przeróżnej postaci - śnieg. Na siostry i braci - zimowy plakacik – śnieg - śnieg. Na naszą równinę śnieg. Na każdą mieścinę - śnieg. Na tłoczek przed kinem - na ładną dziewczynę – śnieg - śnieg.”) Do pięknie śpiewającego Kuby wkrótce dołączyli pozostali bohaterowie przedstawienia, którzy piosenkę wspólnie i w całkowitej już zgodzie zaśpiewali do końca. Wszystko dobre co się dobrze kończy - historyjka acz nieco niemoralna, na szczęście dobrze się skończyła.

Nad „bezpieczeństwem” artystów, choć do występu przygotowani byli doskonale, czuwała niezastąpiona w roli suflera Krysia Kuszta, gotowa w każdej chwili podrzucić potrzebne słowo bądź kwestię.

Stroną techniczną zimowej inscenizacji zajął się niezawodny Sławek Brzeziński.

Po części artystycznej znalazł się czas na wspólne śpiewanie kolęd. Kolędującym ze wszystkich sił Klubowiczom akompaniowała pianistka Ewa Telega, absolwentka Akademii Muzycznej w Łodzi i University of California w Irvine, pracownik naukowy na California State University w Los Angeles oraz członek Music Teacher Association of California. Ewa zadbała również o „ścieżkę dźwiękową” do całego przedstawienia, wybrała i wykonała utwory podkreślające humor, a także miłosny dramatyzm prezentowanych tekstów.

O zaśpiewanie kolędy „Oj, maluśki, maluśki” uproszono wizytującą z Chin Marysię Piłatowicz, która za swój występ solowy nagrodzona została burzą oklasków.

Życzenia świąteczne złożyła prezes Klubu (niżej podpisana), która jednocześnie symbolicznie z wszystkimi zgromadzonymi podzieliła się opłatkiem na znak pokoju, pojednania, przebaczenia, miłości, przeżywanej wspólnie radości Bożego Narodzenia oraz na znak wierności najcenniejszym i najpiękniejszym polskim tradycjom. Życzenia w imieniu Konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Los Angeles przekazała Klubowi Modrzejewskiej przybyła na spotkanie Konsul Generalny Paulina Kapuścińska.

Spotkanie odbyło się w sobotę 8 grudnia 2007 roku w pięknej i jak zwykle przyjaznej rezydencji Joasi i Andrzeja Maleskich. Przygotowaniami kulinarnymi kierowała Lilianna Moradi, a stół... A stół uginał się pod ciężarem wigilijnych przysmaków i trunków wybornych przyniesionych przez miłych Klubowiczów i ich gości, którzy jednak zanim zaczęli zabawę i ucztowanie, w uściskach serdecznych, dzieląc się opłatkiem, życzyli sobie wszystkiego co na tym świecie najlepsze.

O czym donosi

Dorota Czajka-Olszewska