Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

Pan Marcin Henzel - żołnierz
1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej

16 czerwca 2007

Bohater w dzisiejszych czasach kojarzy się najczęściej z postacią ratującego ludzkość walecznego cyborga rodem z hollywodzkich produkcji. Rzadko kto pamięta i wie, że prawdziwi bohaterowie z krwi i kości żyją wśród nas, a tu w dalekiej Kalifornii znaleźli się bohaterowie, którzy zostali wyrzuceni poza nawias powojennej Polski za walkę po „niewłaściwej” stronie. W niezwykłym spotkaniu z jednym z takich bohaterów członkowie Klubu Modrzejewskiej mieli sposobność wziąć udział 16 czerwca 2007 roku w pięknej i przyjaznej rezydencji Moniki i Davida Lehman. Gościem spotkania był Pan Marcin Henzel, obrońca Lwowa, ranny 15 września 1939 roku. Aresztowany przez NKWD spędził rok przy budowie linii kolejowej koło Archangielska. Walczył jako żołnierz 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, w której pełnił służbę obserwatora dowódcy plutonu moździerza w wielkiej bitwie pod Arnhem.

Próbę ogarnięcia przebiegu dziewięciodniowej operacji Market Garden podjęli twórcy filmu „O jeden most za daleko”, opartego na 600-stronicowej książce Corneliusa Ryana. Rolę generała Sosabowskiego zagrał w filmie znakomity Gene Hackman. Historia brytyjskiej 1 Dywizji Powietrzno-Desantowej, zupełnie prawie zgładzonej siłami dywizji pancernych SS, stała się jedną z największych legend II wojny światowej, podczas gdy zasługi polskiej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej zostały niemalże całkowicie pominięte.

Prezentację zdjęć, fragmentów filmu o „Jeden most za daleko” oraz filmu z uroczystości wręczenia odznaczeń przez królową holenderską Beatrix przygotował nasz niezawodny kolega Sławek Brzeziński. Uczestnicy spotkania z zapartym tchem oglądali słynne sceny z filmu „O jeden most za daleko”, tym razem wzbogaceni wiedzą o akcji desantowej w Holandii dzięki fascynującym opowieściom Pana Marcina Henzla. Nie zabrakło łez wzruszenia podczas rozmowy z Panem Marcinem Henzlem, którą przeprowadziła niżej podpisana. Ciężko było wspominać kolegów sprzed lat, którym nie udało się przeżyć bitwy pod Arnhem.

Równie wzruszający dla klubowiczów okazał się film z wręczenia naszej jednostce spadochronowej Orderu Wojennego Wilhelma I i Medalu Brązowego Lwa, pośmiertnie, skrzywdzonemu przez dowództwo brytyjskie generałowi Stanisławowi Sosabowskiemu. W ciszy i skupieniu zebrani w Klubie goście stali przy hymnach państwowych Polski, a następnie Holandii, oddając w ten sposób hołd polskim bohaterom spod Arnhem. Na samym wręczeniu odznaczeń znalazła się ich już tylko garstka, wśród nich Pan Marcin Henzel. Na ten moment 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa czekała lat 60.

O czym donosi

Dorota Czajka-Olszewska
Historia polskiego spadochroniarstwa

Polska była jednym z pierwszych krajów, które opracowały program spadochroniarstwa wojskowego. Pierwsze skoki z samolotu przeprowadzono w 1922 roku, aby przetestować metody użyteczne w sytuacjach awaryjnych. W 1929 roku pojawiły się spadochrony produkcji krajowej. W Polsce okresu międzywojennego silna była miłość do awiacji, w związku z czym LOPP (Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej) organizowała bardzo popularne kursy latania na szybowcach i samolotach z silnikiem. W 1936 roku wybudowała pierwszą wieżę spadochronową pod Warszawą. W 1939 było już w Polsce 17 takich wież. Polscy harcerze również przechodzili szkolenie spadochronowe, a w sierpniu 1937 roku dali pokaz skoków na V Międzynarodowym Zlocie Skautów w Hadze.

Armia rozpoczęła badania nad zastosowaniem spadochronu do celów wojskowych po pierwszych pokazach radzieckich w 1936 roku. Początkowo chorążowie traktowali skoki z wieży jako ćwiczenie rozwijające charakter. We wrześniu 1937 roku zorganizowano pierwszy wojskowy kurs spadochroniarski z myślą o utworzeniu jednostek sabotażowych i dywersyjnych. W maju 1939 roku Ministerstwo Spraw Wojskowych utworzyło Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy. Pierwsza grupa 80 oficerów i podoficerów ukończyła kurs w ośrodku bydgoskim w czerwcu 1939 roku, w sierpniu 1939 roku rozpoczęła kurs grupa druga, lecz wybuch wojny przeszkodził w jego ukończeniu.

Niestety, większość spadochroniarzy i instruktorów z ośrodka bydgoskiego trafiła do niewoli lub zginęła w Polsce, we Francji lub w Norwegii. Do Anglii zdołali jednak dotrzeć dwaj najlepsi instruktorzy: porucznik pilot Jerzy Górecki i podporucznik Julian Gębołyś.

Nie sposób oceniać spadochroniarstwo w 1940 roku ze współczesnej perspektywy, albowiem w 1938 roku człowiek miał za sobą dopiero 35 lat lotów z silnikiem, a spadochroniarstwo na dobre rozwinęło się zaledwie 10 lat wcześniej. Do tego czasu skokami ze spadochronem zajmowali się jedynie kaskaderzy i inni śmiałkowie. Mimo że spadochroniarstwo było nową dziedziną, Polacy mogli się poszczycić osiągnięciami i na tym polu. Porucznik Gębołyś odkrył, że zmieniając kształt czaszy spadochronu przez manipulowanie linkami, spadochroniarz jest w stanie zmieniać kierunek, redukować wstrząsy i uzyskać częściową kontrolę nad prędkością opadania. Wcześniej spadochroniarze po prostu wisieli pod swoimi spadochronami i lądowali tam, gdzie zaniósł ich los i wiatr.

1 Samodzielna Brygada Spadochronowa

Brygadę spadochronową postanowił utworzyć w 1941 roku pułkownik Stanisław Sosabowski. Przy tworzeniu brygady Sosabowskiemu przyświecała myśl „Najkrótszą drogą” do Ojczyzny. Jednostkę sformowano w Szkocji. W 1942 roku brygada powiększyła się o licznie przybyłych z obozów w ZSRR jeńców, a w 1944 roku brygada liczyła już 2 200 żołnierzy.

Szkocja-Małpi Gaj

Obok tablicy z napisem „Własność Ministerstwa Wojny - wstęp surowo wzbroniony” znajdowała się inna tablica „Małpi Gaj. Jeśli szukacie śmierci, wstąpcie na chwilę”.

Małpi Gaj znajdował się na terenie posiadłości Largo House. Kamienny pałacyk zbudowano w 1750 roku, a w 1940 roku mieściły się tam biura i stołówka wojskowa. Na poddaszu stajni wycięto w suficie otwory, odpowiadające wielkością i kształtem otworom w podłodze bombowca Whitley, który służył w tamtym czasie do transportu spadochroniarzy. A na terenach wokół pałacyku zbudowano tor przeszkód pełen diabelskich urządzeń. Żołnierze wisieli na trapezach, chodzili po równoważniach, wspinali się, skakali i koziołkowali. Jak skuteczny był Małpi Gaj świadczy fakt, że w polskiej sekcji w Ringway kursanci odnosili o połowę mniej obrażeń niż w brytyjskim ośrodku spadochronowym.

Polska brygada wybudowała własną wieżę spadochronową, a była ona podobna do tych budowanych w Polsce przed wojną. Żołnierz musiał skakać z 30-metrowej wieży na podczepionym do stalowej liny spadochronie, a lina mogła zatrzymać skoczka w dowolnym punkcie podczas opadania. Wymagający i surowy instruktor za pomocą megafonu beształ skoczków za każdy popełniony błąd.

Bombowiec Whitley

Nie cieszył się miłością spadochroniarzy, lecz był to jedyny dostępny samolot. Był zbyt wolny do lotów bombowych, co okazało się zaletą przy skokach spadochronowych. Umieszczona na brzuchu gondola karabinu maszynowego została usunięta i powstał otwór dla spadochroniarzy. Palenie na pokładzie było zakazane ze względu na opary benzyny, a instruktorzy musieli krzyczeć, taki panował hałas. W słabo oświetlonym wnętrzu spadochroniarze czekali na zielone światełko dające znak do skoków. Skakali kolejno z przeciwległych stron otworu. Idealny skok z Whitleya był prawie niemożliwy, a spadochroniarz miał dużo szczęścia, jeśli udało mu się ukończyć szkolenie bez chociaż jednego uderzenia twarzą o krawędź otworu podczas skoku.

Wykorzystanie 1 Samodzielnej Brygady przez dowództwo alianckie

W 1944 roku Wyspy Brytyjskie stały się bazą dla setek tysięcy amerykańskich żołnierzy, przygotowujących się do inwazji na kontynent. Wielka Brytania, która prowadziła wojnę dłużej niż Stany Zjednoczone i ponosiła przeraźliwe straty, obawiała się, że przyćmi ją potężny sojusznik, toteż starała się uruchomić wszelkie dostępne rezerwy. Jedyną aliancką jednostką w Wielkiej Brytanii niepodlegającą Naczelnemu Dowództwu Alianckich Sił Ekspedycyjnych była polska 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa. Brytyjczycy nie zapomnieli o środkach, które poświęcili na sformowanie i wyszkolenie polskiej brygady i chcieli wyciągnąć jakąś korzyść z tej inwestycji. Generała Sosabowskiego powiadomiono, że generał Montgomery jest bardzo zainteresowany udziałem polskiej brygady w zbliżającej się inwazji, jeszcze przed rozpoczęciem jej podstawowej misji w Polsce (1 Brygada miała pomóc walczącej Warszawie).

Sosabowski na taką propozycję zareagował ostro i odpowiedział, że polski Naczelny Wódz, generał Sosnkowski, zdecyduje jak i gdzie zostanie wykorzystana brygada. Narady i dyskusje na temat wykorzystania brygady na froncie zachodnim trwały w polskich biurach rządowych i wojskowych przez całą wiosnę. Wszystkie negocjacje zakończyły się w momencie, kiedy generał Sosnkowski otrzymał za Sztabu Generalnego Imperium list z prośbą o podporządkowanie brygady dowództwu brytyjskiemu, bez żadnych warunków.

Operacja Market Garden

Była to największa operacja z udziałem wojsk powietrzno-desantowych podczas II wojny światowej. Miała na celu rozdzielenie wojsk niemieckich i obejście od północy niemieckich umocnień obronnych zwanych linią Zygfryda, co miało umożliwić wejście do Zagłębia Ruhry i tym samym przyspieszyć koniec wojny. Kluczowym zagadnieniem było uchwycenie mostów na Renie i innych rzekach zanim Niemcy zdążą je zniszczyć. Zdobycie mostów powierzono amerykańskim, brytyjskim i polskim wojskom powietrzno-desantowym. Miały one wylądować niedaleko mostów, zdobyć je w stanie niezniszczonym przez zaskoczenie i bronić je przez dwa dni czekając na dotarcie głównych sił lądowych.

Generał Sosabowski wobec planowanej akcji

Generał Sosabowski zirytowany radosnym nastrojem podczas konferencji czuł, że Brytyjczycy stanowczo nie doceniają sił niemieckich w tym rejonie. Brytyjczycy wyraźnie zakładali, że Niemcy pozwolą na sforsowanie swego świętego Renu. Największy wstrząs nastapił, kiedy Brytyjczycy ujawnili, że strefy zrzutu i lądowania 1 Dywizji Powietrzno-Desantowej znajdują się w odległości 10 km od najważniejszego celu: mostu w Arnhem. Sosabowski powiedział wtedy: „Utraciliśmy najbardziej nieodzowny element każdej operacji powietrzno-desantowej: zaskoczenie!”. Brytyjczycy na odprawie siedzieli w swobodnych pozach i wyglądali na znudzonych.

Przebieg operacji

Operacja rozpoczęła się 17 września 1944 roku i okazała się zbyt ambitna i źle zaplanowana. Brak dostatecznej ilości samolotów transportowych spowodował rozłożenie desantu powietrznego na 3 etapy (w odstępach 24-godzinnych) co znacząco zmniejszyło efekt zaskoczenia przeciwnika. Załamanie pogody wprowadziło dalsze opóźnienia. Z powody gęstej mgły dopiero 21 września, a nie jak planowano 19 września, doszło wreszcie do desantu 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Tuż przed startem zmieniono strefę zrzutu. Polacy wylądowali na zachodnim brzegu Renu w rejonie Driel z zadaniem wsparcia broniących się rozpaczliwie po drugiej stronie rzeki Brytyjczyków. 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa za cenę dużych strat zdołała przeprawić przez Ren jedynie 300 żołnierzy. Prom, który miał umożliwić przeprawę przez rzekę zniszczono zanim wylądowali Polacy. Żołnierze polscy tylko w niewielkiej ilości mogli się ewakuować, bo nie było dla nich miejsca w łodziach przeprawowych i w większości dostali się do niewoli.

Zabawne sytuacje

Mimo całego dramatyzmu wojennego, zdarzały się podczas operacji Market Garden i zabawne sytuacje. Ksiądz Bednorz, kapelan 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, po wylądowaniu zapukał do drzwi holenderskiego probostwa. Otworzył mu tamtejszy ksiądz, który ujrzał stojącego w progu mężczyznę w maskującym kombinezonie i hełmie obciągniętym siatką. Zupełnie osłupiał, kiedy przybysz wyjaśnił po angielsku, że jest kapelanem wojska polskiego. Holenderski ksiądz zapytał: „Co sprowadza tutaj polskiego kapelana?”, na co ksiądz Bednorz odpowiedział bez wahania (i zgodnie z prawdą): „Niebiosa!”

Ogólne straty

Niemcy okrążyli elitarną brytyjską 1 Dywizję Powietrzno-Desantową, która walczyła pod Arnhem, a następnie ją doszczętnie zniszczyli.

Z 10 tysięcy desantujących się żołnierzy zginęło bądź trafiło do niewoli 8 tysięcy. Ogółem w całej operacji „Market Garden” zginęło, zaginęło lub zostało ciężko rannych 17 tysięcy żołnierzy alianckich. Straty niemieckie szacuje się na 9-10 tysięcy.

Holendrzy stracili około 500 ludzi, jednak trzeba doliczyć do tego jeszcze tych, którzy zginęli z głodu lub przez prześladowania niemieckie.

Straty 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej oraz ponowne podporządkowanie Brytyjczykom

Polska Brygada Spadochronowa straciła prawie 400 ludzi, co stanowiło 23% oficerów oraz 22% podoficerów i żołnierzy. Z czasem brygada miała być wycofana do Anglii, ale ze względu na sytuację nadal potrzebna była w Holandii. Brygadzie wyznaczono zadanie obrony lotniska i zapewnienia bezpieczeństwa alianckim liniom komunikacyjnym. Sosabowski i jego ludzie zostali podporządkowani młodszemu stopniem brytyjskiemu oficerowi.

Depesza marszałka Montgomery’ego

W depeszy datowanej 7 października 1944 roku Montgomery zameldował szefowi Sztabu Generalnego Imperium, że polska brygada walczyła źle i że nie chce jej pod swoim dowództwem; zasugerował, aby wysłano ją do Włoch, gdzie dołączy do przebywających tam polskich oddziałów.

List Browning’a

Browning, który został odznaczony orderem Polonia Restituta za wielki wkład w tworzenie polskiej brygady spadochronowej wysłał do polskiego Sztabu Generalnego list, który podsumowywał jego relacje z Sosabowskim i zawierał oskarżenie, że generał Sosabowski nieustannie stwarzał trudności zarówno w okresie przygotowań, jak i podczas samej operacji. Dalej list stwierdzał, że generał bardzo niechętnie brał udział w walce i że w przyszłości należy się spodziewać dalszych problemów. Browning zalecał zmianę na stanowisku dowódcy brygady.

Konsekwencje wysłania listów w sprawie generała Sosabowskiego

Polskie władze przychyliły się do brytyjskich żądań i generałowi Sosabowskiemu odebrano dowództwo brygady.

Losy generała Stanisława Sosabowskiego

Karierę wojskową rozpoczął już w trakcie I wojny światowej w armii austro-węgierskiej. Od 1918 roku służył w Wojsku Polskim. W latach 30-tych wykładał w Wyższej Szkole Wojennej. Dowodził w czasie kampanii wrześniowej w 1939 roku Pułkiem „Dzieci Warszawy”, który brał udział w bitwie pod Mławą i w obronie Twierdzy Modlin. Po kapitulacji Warszawy przedostał się najpierw do Francji, a potem do Wielkiej Brytanii, gdzie objął dowództwo 4 Brygady Kadrowej Strzelców, a następnie stworzył na jej podstawie 1 Samodzielną Brygadę Spadochronową.

Generała Sosabowskiego zdemobilizowano w roku 1948. Osiadł w Wielkiej Brytanii, pozbawiony przez władze brytyjskie emerytalnych uposażeń wojskowych. Pracował jako robotnik w magazynie.

Zmarł w 1967 roku, a w 1969 roku wierni swemu dowódcy spadochroniarze przewieźli jego prochy do Polski. Został pochowany na warszawskim Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Po wojnie

We wrześniu 2004 roku obchodzono 60 rocznicę bitwy pod Arnhem. Polscy spadochroniarze znowu przeszli ulicami Driel. W uroczystościach wziął udział Brian Urquhart, który w 1944 roku był oficerem wywiadu generała Browninga i został odwołany za ciągłe ostrzeżenia o niemieckich jednostkach pancernych w rejonie Arnhem, a jakiś czas po wojnie objął funkcję zastępcy sekretarza generalnego ONZ. Być może dlatego, że podzielił los polskiego generała, sir Brian zainicjował kampanię zmierzającą do przywrócenia honoru Stanisławowi Sosabowskiemu i jego brygadzie.

Dopiero w 2006 roku rząd holenderski oddał hołd bohaterskim żołnierzom 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

Źródła:

George F. Cholewczynski „Rozdarty naród. Polska brygada spadochronowa w bitwie pod Arnhem”, Wydawnictwo: Andrzej Findeisen – A. M. F. Plus Group, 2006
http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Sosabowski
http://pl.wikipedia.org/wiki/1_Samodzielna_Brygada_Spadochronowa
http://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Market_Garden