Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

Koncert charytatywny
z recitalem
Ewy Błaszczyk
,,Nawet gdy wichura"

11 lutego 2007

Przypadło mi w zaszczycie napisanie sprawozdania ze spotkania klubowego, które odbyło się w szczególnym miejscu i z wyjątkową osobą - Panią Ewą Błaszczyk. Szczególne miejsce, bo to sala kinowa jednej z największych i bardzo znanych uczelni, Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, który szczyci się lauretami Nagrody Nobla, a także wybitnymi osobami teatru, filmu i telewizji związanymi z tą uczelnią, jak np. Carol Burnett, Francis Ford Coppola, James Dean, Mark Harmon i cała plejada innych.

Pamiętam moment otrzymania zaproszenia na recital Ewy Błaszczyk i byłem w pierwszym momencie zaskoczony szerokim opisem twórczości Pani Ewy, jak również dodatkiem drugiej strony informującej o Fundacji „Akogo?”. W historii naszego Klubu mieliśmy setki różnych gości z Polski - piosenkarzy, aktorów teatralnych i filmowych, profesorów, muzyków, ale nikt nie wydawał mi się tak ciekawą osobą jak Pani Ewa, która już z opisu na zaproszeniu jawiła się nie tylko inna jako kobieta, ale również jako aktorka i piosenkarka. Ewa Błaszczyk jest osobą zaangażowaną w życie społeczne, do czego zainspirowały ją dramatyczne doświadczenia osobiste. Za swoją pracę społeczną artystka otrzymała wiele nagród: „Trudny temat do zgryzienia” - nagrodę przyznawaną przez radiową „Jedynkę” ludziom podejmującym ponadprzeciętną, trudną działalność na rzecz poważnie chorych (2006), Medal Św. Alberta za działalność charytatywną na rzecz osób niepełnosprawnych (2006), „Kryształowe zwierciadło” (2006), Nagrodę Roku za Działalność Humanitarną „Optimus Hominum” (2006), Nagrodę Toruński Anioł (2006) oraz Nagrodę Fundacji Polcul (2006).

Fundacja „Akogo?” (www.akogo.pl ) powstała dwa lata po tragicznym wypadku, któremu uległa Ola, córka Ewy Błaszczyk i znanego satyryka i scenarzysty Jacka Janczarskiego. Sześcioletnia Ola przy połykaniu tabletki zakrztusiła się, doszło do niedotlenienia mózgu, od tego czasu dziewczynka pogrążona jest w śpiączce. Współzałożycielem Fundacji jest ksiądz Wojtek Drozdowicz, twórca „Ziarna” dla TV, obecnie proboszcz Pokamedulskiego Kościoła przy Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Lesie Bielańskim.

Najwyraźniej moją opinię i moją ciekawość poznania Pani Ewy podzielali nasi rodacy z okolic Los Angeles - mimo, że spotkanie miało miejsce w niedzielę o godz.17:00, sala obliczona na 280 osób była pełna, w tym połowa to członkowie naszego Klubu, a połowa rodacy, którzy chcieli spotkać i usłyszeć Panią Ewę Błaszczyk.

Spotkanie, jak zawsze, otworzyła nasza Pani Prezes Dorota Olszewska, znana państwu ze swojego ciepła, zaangażowania społecznego i zainteresowania ludźmi i światem , która zresztą, wiem z prywatnych źródeł, przywiozła Panią Ewę z San Diego, później odwiozła na lotnisko, a w międzyczasie opiekowała się artystyczną grupką, w skład której także wchodziła dyrektor Fundacji Pani Anna Krzysztofowicz. Wszyscy zdążyli się poznać, polubić i zrozumieć, i żałuję, że mnie tam nie było. Klub Modrzejewskiej zorganizował również dla naszych gości wizytę w Rancho Los Amigos Hospital, w którym znajduje się oddział rehabilitacji pacjentów po urazach mózgu. Pani Ewa zbiera wszelkie informacje, które mogą okazać się pomocne w budowaniu i prowadzeniu właśnie powstającej Kliniki „Budzik” przy Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Rozpoczął się koncert mądrze zatytułowany „Nawet gdy wichura”, co jak sądze, ma dużo wspólnego z przeżyciami Pani Ewy. Recital otworzył krótki filmik informujący o chorobach neurologicznych, szczególnie dziecięcych, oraz o ich przyczynach, a także o potencjalnych zmianach systemu pomocy dla poszkodowanych dzieci i ich rodziców. Po czym na scenę wyszła Pani Ewa. W długiej wieczorowej sukni, której kolor jako mężczyźnie trudno mi opisać, ale było to coś co wpadało w czerwień , w długich rękawiczkach o kolorze podobnym do koloru sukni, krótko ostrzyżona, co jest dla niej bardzo charakterystyczne. Twarz Ewy Błaszczyk, jej oczy i to właśnie uczesanie łatwo się zapamiętuje. Tuż za artystką podążali pan Andrzej „e-moll” Kowalczyk, autor tekstów, kompozytor, aranżer, uczestnik wielu festiwali, twórca siedmiu albumów autorskich, oraz jej córka, dwunastoletnia Marianna Janczarska, która kontynuje tradycje rodzinne śpiewając, tańcząc, grając na pianinie i gitarze oraz tworząc własne teksty poetyckie.

Pani Ewa była wspaniała! Mimo tego, że nie spała przez dwie poprzednie noce przed naszym koncertem, jej głos brzmiał mocno, dźwięcznie. Śpiewane przez nią piosenki to znane utwory ze znakomitymi tekstami Osieckiej, Czupkiewicz, Jasnorzewskiej, Kleyffa z muzyką Satanowskiego, Koniecznego i Iwanowej. W kilku piosenkach ze swą słynną mamą wystąpiła Mania Janczarska. Akompaniament Andrzeja Kowalczyka na gitarze był doskonały. System nagłaśniania sprawował się bardzo dobrze. Jako amator dobrej piosenki i dobrego wykonania byłem zachwycony recitalem. Rownież sala reagowała głośnymi oklaskami i wreszcie prośbami o bisy.

Po recitalu, jak zawsze, członkowie klubu przynieśli, a Zarząd przygotował (i też dostarczył), ciasteczka, sery oraz wina czerwone i białe , a Pani Ewa była oblężona przez naszych rodaków w poszukiwaniu rozmowy, odpowiedzi na nurtujące pytania lub z prośbami o autografy, najczęściej na jej albumach z CD, które sprzedawano przy drzwiach wyjściowych. Pisząc powyższe sprawozdanie mam przed sobą jej uśmiechniętą twarz i śmiejące się oczy z albumów „Nerwica w granicach normy” i „Nie żałuję”. Był to wspaniały recital, za który dziękuję w imieniu Klubu Pani Ewie, a Zarządowi naszego Klubu za organizację tego spotkania. Jeszcze jedno - dochód z koncertu przeznaczony został na Fundację „Akogo?”.

Tu muszę dodać prywatną notkę. Po tym jak większość państwa odstąpiła od Pani Ewy po długo składanych gratulacjach, a sama artystka w końcu miała okazję odsapnąć przez minutkę, udało mi się przeprowadzić z nią króciutką rozmowę. Byłem ciekaw piosenkarki i kobiety, chciałem poznać ją bliżej, i spotkałem mądrą, doświadczoną życiem kobietę , która ma tyle zapału i radości życia w sobie, że jest to nie do uwierzenia. Pomimo zmęczenia, myślała i mówiła jak doświadczony biznesmen z dużym stażem - ta kobieta wie czego chce i dokąd zmierza i jestem absolutnie pewien, że swoje plany zrealizuje. Pani Ewa była tak zajmująca, że nie chciało mi się odchodzić. Mógłbym jeszcze długo z nią rozmawiać i mam nadzieję, że artystkę ponownie i to wkrótce zobaczymy. Życzymy jej i jej córkom wszystkiego najlepszego.

Włodzimierz Złotnicki


Zarząd Klubu Modrzejewskiej składa serdeczne podziękowania tym wszystkim, którzy wzięli udział w koncercie charytatywnym oraz instytucjom i osobom prywatnym, które złożyły dodatkowe donacje na budowę Kliniki „Budzik” dla dzieci po ciężkich urazach mózgu.