Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

PASTORAŁKA
Teatrzyk Dyletantów

27 stycznia 2002

Po premierze Pastoralki spontanicznie nadeslano nam trzy recenzje. Zamieszczamy je w kolejności zgłoszeń.

PASTORAŁKA

Drodzy Znajomi i Nieznajomi,

Wlasnie skonczylem przygotowywac pierwsza wersje ksiegi internetowej, w ktorej umiescilem zdjecia zrobione podczas znakomitego przedstawienia "Pastoralki" Leona Schillera w rezyserii Marysi Pilatowicz, ktore mialo miejsce w niedziele 27 stycznia 2002 w teatrze "Magicopolis" w Santa Monica.

Spodziewalem sie oszczednie zrobionego przedstawienia ze stremowanymi "aktorami" - przeciez byli to ludzie nie zwiazani ze scena (prawnicy, inzynierowie, lingwisci, psycholodzy, ekonomisci, plastycy, polonisci - mam na mysli panie i panow). Okazalo sie jednak, ze nasi Rodacy sprawili radosc sobie samym i nam - widowni - pozbywajac sie 90 % tremy i grajac "od serca". Duza czesc widowni, to byli ich znajomi z Klubu Kultury im. Heleny Modrzejewskiej - to na pewno pomoglo. Brawa dla publicznosci !

Znam tylko kilka osob sposrod aktorow. Na nich skoncentrowalem swoja uwage. Artysta-plastyk Ewa Chodkiewicz-Swider (evadesign.com) zagrala diabla i byla autorka projektu wspanialych kostiumow. Nie wiem czy brawa na wejscie kazdej z postaci byly dla poszczegolnych aktorow, czy dla Ewy. 

Pan Kleo Runzio - pastuch Kleofas - wielokrotnie wywolal brawa swoim spiewem i
wypowiedziami. Ania Kachelska - pastuch Jacenty o slomianych wlosach - wielokrotnie rozbawila publicznosc. Jej usmiech jest jak najlepsze lekarstwo. Witek Olszewski - feldmarszalek krola Heroda -swa postura i mundurem budzil respekt. Jego zona Dorota - krol Melchior - dzielnie machala kadzielnica i wydeklamowala swoje kwestie jak na polonistke przystalo. Jacek Swider, ktory zagral Adama, a nastepnie krola Heroda, zasluzyl na najwieksze brawa - gral wyjatkowo swobodnie i przekonujaco.

Gdy na scene wkroczyla Herodia - zona Heroda, po raz kolejny zabrzmialy gromkie brawa - rowniez ten kostium byl znakomity. Okazalo sie jednak, ze Herodie gra Tomek Kachelski - wiec cala widownia zaczela wyc ze smiechu. Wyrzuty zony skierowane do Heroda, ktory wydal rozkaz rzezi niewiniatek (w tym wlasnego syna) i jej tubalne szlochanie kilkakrotnie rozsmieszyly widownie do rozpuku (a niektorych to nawet do rozpruku). Znam Tomka od 16-tu lat, ale nigdy nie myslalem, ze jego widok kiedykolwiek sprawi mi taka radosc.

Wielu z pozostalych aktorek i aktorow rowniez znakomicie odegralo swoje role. Brawo !!!

Jestem wdzieczny organizatorom przedstawienia oraz zarzadowi Klubu Kultury im. Heleny Modrzejewskiej i zarzadowi teatru Magicopolis, za to ze przedstawienie bylo otwarte nie tylko dla czlonkow Klubu. Przede wszystkim jednak dziekuje Dorocie Czajce-Olszewskiej - poniewaz wlasnie od niej dowiedzialem sie o tym przedstawieniu.

Mysle, ze trzy miesiace pracy nad przygotowaniem spektaklu powinny zaowocowac nie jednym, a co najmniej dwoma przedstawieniami. Sam chetnie poszedlbym na "Pastoralke" jeszcze raz. 

Przedstawienie zostalo nagrane na tasme video, ale plaska tasma nie odda przeciez nastroju zywego teatru.

Po raz kolejny udalo mi sie miec to szczescie, ze wskoczylem do najciekawszego (w danym momencie) wagonu w pociagu zwanym zyciem (a jak wiemy w wiekszosci innych wagonow jest przewaznie nudno).

W czasie spektaklu zrobilem sporo zdjec. Po przedstawieniu postanowilem jakos je wykorzystac i zbudowalem wspomniana strone (a raczej ksiege) internetowa (80 stron). Osoby majace powolne polaczenie z Internetem moga sie nieco zniechecic, ale nie chcialem odrzucic zbyt wielu zdjec. Aktorzy moga chciec je zobaczyc - mimo ze zdjecia sa troche ciemne - poniewaz robilem je bez uzycia lampy blyskowej, by nie zaklocac przedstawienia.

Nie znam wielu z aktorow i dlatego podpisy pod niektorymi fotografiami podaja nazwiska w zlej kolejnosci lub dwa nazwiska pod jedna osoba. Prosze o wskazanie mi bledow, bym je mogl jak najszybciej poprawic.

Adres albumu jest nastepujacy: http://www.artini.com/pastoralka/pastoralka0.html 

Jeszcze raz dziekuje za wspaniala rozrywke,

Jacek Roszkowski

"Pastoralka" Leona Schillera

Miesiace zimowe sa intensywne w wydarzenia o charakterze duchowym, ale
rowniez jest to pora karnawalu, podczas ktorego zabawa przeplata sie z religia a
dlugie noce sprzyjaja przeroznym fantastycznym opowiesciom. Jedna z pieknych
polskich tradycji tego okresu, oprocz przebierancow, chodzenia po koledzie, oraz
balow karnawalowych, sa koledy i widowiska szopkowo-jaselkowe. 

Opowiesc o Swietej Rodzinie z udzialem diablow i aniolow, Heroda, Trzech Kroli, 
i wielu innych postaci biblijnych - czesto nawiazujaca do naszych polskich zalet 
i przywar -byla i jest celebracja Narodzin Panskich, a jednoczesnie okazja do pokazania
swojskiego humoru. Jest to tradycja ludowa, ktora pod koniec XIX i na
poczatku XX wieku przyciagnela tworcow takiego kalibru jak Lucjan Rydel, Stanislaw
Wyspianski czy Leon Schiller.

"Pastoralka" Leona Schillera jest dzielem szczegolnym, gdyz traktuje misteria bozonarodzeniowe z przymruzeniem oka i duza doza humoru. Schiller wykorzystal autentyczne ludowe teksty misteryjne poczawszy od sredniowiecza po jemu wspolczesne i przelozyl je na jezyk teatru, spogladajac na wydarzenia biblijne poprzez specificzny pryzmat polskiej szopki. W ten sposob powstala komedia biblijna, gdzie pastisz przeplata sie z patosem a groteska z humorem.

Realizacji "Pastoralki" Schillera podjal sie ostatnio Teatrzyk Dyletantow
Klubu Kultury im. Heleny Modrzejewskiej w Los Angeles. Tego typu sztuka teatralna
jest trudna do grania, gdyz nie miesci sie w kanonach ani typowego dramatu, ani
komedii. Jednak grupa zapalonych milosnikow teatru z Klubu Modrzejewskiej
dowiodla, ze mozna i warto jest stawiac sobie ambitne cele. Przedstawienie
odbylo sie 27-go stycznia 2002 roku na goscinnej scenie Teatru Magicopolis w
Santa Monica. 

Od pierwszych chwil, ze sceny powialo sarmacka goscina, gdy
polski Szlachcic w tradycyjnym kontuszu zaprosil zabawnym monologiem do
uczestnictwa w misterium narodzin Zbawiciela.
A wszystko, jak wiadomo zaczelo sie w Raju. Adam i Ewa kuszeni przez Diabla siegneli po zakazany owoc i stad zaczely sie nasze grzechy i problemy, z ktorych dopiero Odkupiciel mogl nas wybawic. Gdy Aniol Panski oglosil pasterzom radosna nowine o przyjsciu na swiat Zbawiciela,odnalezli oni nie tylko sens zycia i nadzieje na zmazanie grzechu, ale
rowniez i potrzebe zlozenia holdu Nowonarodzonemu. A droga ich do Betlejem byla taka typowo polska, bo wiodla i przez Skalmierz, i Los Angeles, i Tyniec, i wiele
innych miejsc zdeptanych polskimi stopami. A przeciez byl jeszcze i polski
Zyd z kozlem do wynajecia, i Trzej Krolowie zdazajacy do stajenki, i uroczy acz
podstepny Diabelek, i Herod okrutny, i Feldmarszalek posluszny jak dziadek
do orzechow, i piekne Anioly w okularach i z wasem, i wiele innych postaci,
ktore przewijaly sie przez scene szpalerem dowcipu i roznorodnosci. Sceny
biblijne, przeplatane intermediami w formie klepanego pacierza, przemieszczaly sie tym
bardziej wartko.

Wszyscy aktorzy wykazali sie duzym kunsztem. Jednak szczegolne brawa naleza
sie Jackowi Swidrowi za zaiste komediowe potraktowanie zarowno roli Adama jak i
Heroda, czolowych postaci spektaklu, oraz umiejetnosc zawladniecia
publicznoscia. Jola Tensor w roli Matki Boskiej przepieknie wyspiewywala
koledy przy zlobku Malenkiego. Chociaz cala widownia je znala to jednak, pomimo
zachety by przylaczyc sie do spiewu, wiekszosc publicznosci wolala napawac sie jej
spiewem. Bylo wiele okazji do smiechu, ale wszystko zostalo przebite, gdy na
scenie zjawila sie Herodia, grana przez Tomka Kachelskiego. Sam pomysl
obsadzenia Tomka w tej roli jest juz warty zaslugi, a przepiekny kostium
krolowej w jakim on wystapil uwypuklil zarowno znaczenie jak i
tragiko-komiczna role Herodii w tej sztuce. Brawa dla rezysera, Marysi Pilatowicz, za taka decyzje.

Przedstawienie to zostalo zrealizowane z duzym rozmachem. Prosta w
konstrukcji, lecz bogata w formie scenografia subtelnie podkreslala istote
przedstawienia. Wspaniale stroje, zwiazane z polska tradycja zarowno ludowa jak 
i teatralna byly duza atrakcja tego widowiska. Ewa Chodkiewicz-Swider zaprojektowala kostiumy
prezentujace sie tecza barw, wiarygodnoscia i niesamowita pieczolowitoscia
detali. Jednoczesnie, kostiumy dodaly humoru, mieszajac epoki i style.
Niejeden profesjonalny teatr moglby pozazdroscic takich kreacji. Stroje te, poprzez
nawiazanie do polskich tradycji, podkreslily mocno, ze historia z Betlejem
zostala osadzona w naszych rodzimych realiach. Dzieki temu, tworcy spektaklu
uswiadomili widzowi, uniwersalny charakter narodzin Zbawiciela. Ponadto,
swietny akompaniament muzyczny i prowadzenie swiatel uwypuklily tresc sztuki.

Wydawaloby sie, ze we wspolczesnym swiecie mass mediow, Holywoodu, i MTV,
ten rodzaj sztuki odszedl juz do lamusa. Nic bardziej blednego. Okazuje sie, ze
dobra sztuka teatralna, w dobrym wykonaniu, jest w stanie trafic do
publicznosci. Wystawienie tej sztuki to wielomiesieczna praca czlonkow grupy.

Wielkie dzieki dla Marysi Pilatowicz, ktora jako rezyser wlozyla duzo serca
i energii w zorganizowanie 22-osobowego zespolu. Nie jest to latwe w zadnej
sytuacji, a jest szczegolnie trudnym, gdy wiekszosc skladu aktorskiego
stanowia inzynierowie slynacy z dociekliwosci i uporu. Pracujac na codzien w roznych
profesjach poswiecili oni swoj wolny czas na przygotowanie tego
jednorazowego spektaklu. Chwa3a im za to, ze podjeli sie takiego zadania. Zrobili to tak
dobrze, ze az zal, iz sztuka ta nie jest grana przez caly sezon karnawalowy.

Realizacja "Pastoralki" sprawila satysfakcje uczestnikom tego przesiewziecia
a jednoczesnie zapewnila wspaniala zabawe zebranej publicznosci. Warte to bylo
obejrzenia dla kazdego, kto znalazl sie na widowni.

Jan Swider

(zbieznosc z nazwiskiem aktora Jacka Swidra jest calkowicie przypadkowa)

 

Diabelskie sztuczki w "Magicopolis"

Nie bylby diabel diablem - tfu, ty silo nieczysta !, jak u nas mawiali w
zascianku - gdyby nie platal ludziom figli.

Szatanskie moce z cala sila wystepowaly przeciwko idei wystawienia
religijnego misterium Leona Schillera pt. "Pastoralka".

Koncowe próby przedstawienia odbywaly sie w teatrze "Magicopolis", którego
wspólwlascicielka jest pani Bozena. Wystepuje ona w róznych magicznych
aktach budzacych zdumienie i zgroze. W foyer, za kulisami, pod scena teatru
znajduje sie masa niezwyklych obiektów, takich jak piszczele, trumny,
obciete damskie nogi, kosciotrupy, uzywane w czarnej magii. Widzowie i
aktorzy ocieraja sie o nie nieustannie. Nic tez dziwnego, ze jeden z
aniolów - Slawek Brzezinski - wdrapujac sie na scene potknal sie o rzucony
beztrosko piszczel i zaczal spadac ze schodów. Na szczescie lecaca na
zlamanie karku pierzasta postac podtrzymal przed upadkiem znajdujacy sie w
poblizu diabel. Na ratunek upadajacemu aniolowi pospieszyl tez ministrant
Bolek Meluch. Pedzac w kierunku wypadku nadepnal on na ogon skaczacego do
przodu diabla. W wyniku powyzszego incydentu przedstawicielowi piekla ogon
zostal prawie oderwany z tylnej czesci ciala. Widocznie Belzebub, za chec
okazania pomocy delegatowi niebios, pragnal w ten sposób ukarac swojego
reprezentanta. Od tego czasu diabel trzymal w garsci koniec wlasnego ogona i
wachlujac sie nim szatansko sie usmiechal.

Wydzial Drogowy z chwila rozpoczecia prób i podczas przedstawienia w
"Magicopolis", rozkopal jezdnie przed teatrem do tego stopnia, ze trzeba
bylo dokonywac ekwilibrystycznych wyczynów, zeby przedostac sie do wejscia.
W niedziele zas, jak na zaklecie, zaczela sie, rzadka w Kaliforni, ulewa.
Przemoknieci do nitki widzowie musieli przedzierac sie przez haldy gruzu,
blotniste kaluze i zalana swiezym asfaltem jezdnie do foyer. Ciekla z nich
woda i pachnialo swiezo roztopiona smola. Na dodatek stada czarnych,
miauczacych kotów przebiegaly co chwile ludziom droge. Widzialem, jak nagle
jedna z pan usilujac przekroczyc wyrwe w ziemi wyladowala na kocim stadku.
Odglosy wydawane przez wgniecione w bloto zwierzeta zywo mi przypomnialy
sceny z "Mistrza i Malgorzaty" Bulhakowa.

Zaczelo sie przedstawienie. Kiedy w pospiechu, przebrawszy sie z bogatych
szat szlachcica w ubogi strój pastuszka, wgramolilem sie zza kulis na scene,
poczulem nagle bolesne uklucie w stope. Mialem wrazenie, ze cos mnie dzgnelo
widlami. Kazdy krok, kazdy ruch, powodowal drgawki w lewej nodze. Z trudem,
kulejac, za pastuszkami wywloklem sie na srodek sceny. Po odegraniu swojej
partii na czworakach zlazlem, po waskich, stromych schodach, do szatni.
Kiedy zdjalem pastuszy lapec, zauwazylem gruba, wielka igle z czarna, lekko
osmolona nitka tkwiaca w kosci mojej lewej stopy. Jak sie okazalo to diabel
ze swoim pomocnikiem - Alicja Szwaglis - "szyl mi buty" (doslownie).
Podobno, po skonczonej pracy, obie panie zapomnialy usunac igle z lapcia. Ha
! Ha ! Ha ! Skad my to znamy ?

Inna zagadka bylo systematyczne znikanie metalowego zawieszenia na stalowym
trójkacie. Dzwiek uderzen zelaznym pretem po tym instrumencie muzycznym mial
towarzyszyc slowom spiewanego przeze mnie lacinskiego tekstu. Niestety,
najczesciej zawieszenie tuz przed wykonaniem piesni - znikalo. I tak, przed
samym wystepem, Staszek Szwaglis, widzac wynikle problemy, przyniósl z domu
lancuszek. Przytwierdzilismy to z inspicjentka Krysia Okuniewska do trójata,
lecz kiedy stanalem przed publicznoscia siegnalem do kosza po instrument,
lancuszka na nim ..... nie bylo. Uderzenie po trzymanym w palcach trójkacie
nie dalo efektu. Co u diabla ! - burknalem do siebie ze zloscia, i wtedy
zza kurtyny uslyszalem zlosliwe Chi! Chi! Chi ! - szatana. Wielki hetman
koronny - Jan Karol Chodkiewicz zapewne przewraca sie w grobie i pluje w
swoja siwa brode, ze jego krewniaczka - Ewa z Chodkiewiczów -Swider - poszla
na uslugi szatana.

W trakcie przedstawienia, na skutek ciezkich strojów, takich jak kontusz,
szeroki pas slucki, czy tez odziez pastuszka, w pomieszczeniu za scena, bez
okien i wentylacji, aktorom bylo duszno. W zwiazku z powyzszym w czasie gry,
wielu artystom dawalo sie we znaki pragnienie. Gaszono je okowita, piwem,
miodem pitnym. Nie pomagalo to jednak wiele. Spozyte gradusy plus napiecie i
trema wplywaly na wypaczony odbiór rzeczywistosci przez uczestników w
przedstawieniu. Kiedy wiec w zasiegu mojego wzroku pojawil sie Zyd z koza
postanowilem natychmiat wydoic zwierze i mlekiem ugasic pragnienie.
Podbieglem z tylu, rzucilem sie na kolana i zaczalem rekoma szukac wymienia.
Ku mojemu zaskoczeniu okazalo sie, ze po pierwsze, to nie byla koza a
koziol, a po drugie, byl to - Edek Pilatowicz, który wszedl fantastycznie w
role capa.

W czasie prób, dr Basi Zakrzewskiej, zony nizej podpisanego, wykonujacej
podklad muzyczny na keyboardzie, dwukrotnie, ni z tego ni z owego, wlaczyla
sie glosna muzyka big-beatowa. Nie mozna bylo od razu jej wylaczyc, nawet
przy pomocy takich fachowców, jak Zosia Czajkowska, czy Tadek Podkanski. .
Widocznie szatanskie kopyto w ciemnosciach nacisnelo nieodpowiedni klawisz.

Do innych szatanskich tricków nalezy stwierdzenie diabla podpowiedziane
prezesowi klubu Modrzejewskiej Joli Zych, która przekazala je w powitalnej
mowie do gosci zgromadzonych na widowni. Chodzi o to, ze podobno 90 %
uczestników w przedstawieniu "Pastoralki" stanowili inzynierowie. Tymczasem
w rzeczywistosci tylko 11 osób z 31 jest absolwentami politechnik.
Sprawdzilo sie tez staropolskie przyslowie, ze "kazda sroka swój ogon
chwali". W celu zalagodzenia faux-pas, na spotkaniu poprzedstawieniowym
przyznano wszystkim nie-inzynierom tytul "inzyniera humoris causa".

Marysi Pilatowicz, która wspaniale wyrezyserowala sztuke naleza sie tez
pochwaly za uginajace sie stoly z doskonalymi wyrobami kulinarnymi, jakimi
potraktowano gosci w jej palacu. Przypuszczalem,ze otrzymala te siedzibe od
króla Heroda za zaslugi polozone w trakcie pelnienia funkcji housekeeperki
w jego zamku. Okazuje sie jednak, ze król Herod tylko bulawa poklepal ja od
tylu, kiedy lezala na brzuchu przed jego tronem. Natomiast niebiosa, w
nagrode za opozycje Pilata przeciwko ukrzyzowaniu Chrystusa, daly jego
dalekiemu potomkowi z Polski - Edwardowi Pilatowiczowi - role archaniola w
sztuce oraz wspanialy dwór. Sily nadrzedne powstrzymaly go takze przed
wielokrotnym samoobrzezaniem, kiedy wkladal wielki miecz do nogawki zamiast
do pochwy.

Kleofas Hubert Rundzjo,
szlachcic z zascianka Oddzielno w Kurlandii

 
 
cache/wst.opf.4111376.xml