Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

Wieczor z Romanem Czarnym

29 września 2001

W sobote, 29 wrzesnia 2001, spotkalismy sie w rezydencji panstwa Moniki i Davida Lehman, zeby odkrywac na nowo Romana Czarnego, Honorowego Czlonka naszego Klubu, najzyczliwszego mieszkanca Poludniowej Kalifornii, czlowieka wielu zainteresowan i talentow, a przy tym Konsula Rzeczypospolitej w Los Angeles. Pelen zieleni, izolowany od swiata zewnetrznego ogrod stworzyl znakomite tlo dla piosenek Romka.

Jacek Serafin, ktory specjalnie przylecial na to spotkanie z Arizony, poprowadzil rozmowe i umiejetnie sklonil powsciagliwego zazwyczaj bohatera wieczoru do opowiesci o sobie samym. Uslyszelismy wiec o jego uczestnictwie w festiwalach piosenki studenckiej, wystepach w klubach studenckich, a nawet o grze w reprezentacji Uniwersytetu Jagiellonskiego w siatkowce.

No i wreszcie uslyszelismy piosenki, ballady i spiewane zarty Romka. Bo czym jest Czarna cebula i rzeznika pot,jesli nie spiewanym zartem, piosenka o samej piosence, napisana w odpowiedzi na wyzwanie rzucone przez syna: "Jak jestes, Tato, taki dobry, to napisz piosenke na taki temat".

Dominowaly jednak teksty refleksyjne, niektore z nich bardzo osobiste. Takie bylo, lekkie na pozor, a w gruncie rzeczy powazne, Carpe diem takie byly Moja Madonnai Trzy pory roku, niesmiale, jakby nieporadne, wzruszajace wolania o milosc, takie byly Dzieciaki, przejmujaca modlitwa o przyszlosc i szczescie dzieci. A juz Modlitwa o moje blokowisko to ilustracja rzadkiej w naszych czasach, a tak typowej dla Romka zyczliwosci dla swiata. Prosi w niej Boga o litosc i odrobine szczescia dla wszystkich bliznich, w ich codziennej krzataninie i szarym czesto zyciu.

Nie bez kozery jednak Romek bawi sie slowem zawodowo i prywatnie. Nawet najpowazniejsze przemyslenia i najglebsze emocje chowa czesto za polyskliwa gra slow, nieoczekiwanymi kontrastami obrazu i nastroju albo za ledwie dostrzegalnym znakiem, sygnalem skojarzenia. Rowniez humor i rubaszny smiech kryja tu i owdzie zupelnie niewesole mysli. A nie brakowalo humoru,w gorzko-satyrycznym obrazku Polaka prawdziwego, w Imionach prawdziwej milosci, w Homo Polonicus, ani tym bardziej w arcyzabawnym Konsulackim blues'ie Ta ostatnia piosenka wymagala od autora nie tylko talentu i poczucia humoru, ale wrecz odwagi. Zarty ze sprawy tak powaznej jak Konsulat i to w obecnosci samego SZEFA! Boze, miej naszego artyste w swojej opiece! A ze sprawa jest powazna, nie ma watpliwosci, bo Konsul Generalny nie usmiechnal sie ani razu ...

Na wszelki wypadek jednak, te ostatnia piosenke brawurowo wykonal Tomasz Krzysztofik, ktory napisal do niej muzyke, a w Konsulacie nie pracuje. On tez zaspiewal Homo Polonicus, ze swoja muzyka, i Bardzo smutny goralski blues w Chicago noca, hej z muzyka Romka. Dynamiczne wykonania Tomka znakomicie kontrastowaly z powsciagliwa interpretacja Romka i wyraznie ozywily publicznosc.

Mimo pogodnych akcentow wieczoru, nie moglismy nie pamietac, ze spotkanie nasze odbylo sie w niespelna trzy tygodnie po tragicznych wydarzeniach na wschodnim wybrzezu. Pamietal o nich przede wszystkim Roman Czarny. Zakonczyl bowiem swoj wystep piosenka To my American friend, zarliwa deklaracja solidarnosci i wspolczucia dla tych wszystkich, ktorzy padli ofiara terrorystycznej napasci.

Rozmowy towarzyskie byly w ten wieczor cichsze i powazniejsze niz zwykle, mniej bylo smiechu i wesolosci, ale dobrze bylo spotkac sie z przyjaciolmi i poczuc, ze laczy nas wiecej, niz to sobie na codzien uswiadamiamy.

Dziekujemy, Romku!

Andrzej Lowkis