Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

Spotkanie z Krzysztofem Zanussim

20 stycznia 2001

Ze bedzie mi dane spotkac pana Zanussiego osobiscie- nigdy nie przypuszczalam, ale na swoj wlasny uzytek i dzieki pomocy prasy i innych mediow ukulam sobie obraz czlowieka niezwykle kulturalnego i poukladanego wewnetrznie. I taki tez pan Zanussi jest, ale pod ta kulturalna skorupa, zbroja niemalze, pod ta sztywnoscia, o ktorej sam Zanussi czesto i chetnie wspomina, doszukalam sie rowniez prowokatora, co klociloby sie moze z powszechnym wizerunkiem rezysera, a co sklada sie na obraz szalenie interesujacy i skomplikowany. Tak jak jego filmy. Pozornie uporzadkowane, ascetyczne, a przeciez dotykajace najbolesniejszych sfer zycia ludzkiego. I chociaz mowy nie ma o oddzielaniu formy od tresci, ktore wzajemnie sie uzupelniaja i stanowia nierozerwalna jednosc (wszak nie mozna sobie wyobrazic zadnej tresci poza forma, ani formy nie sugerujacej zadnej tresci), to forma (o przebacz Boze i wszyscy teoretycy literatury!) w przypadku filmow Zanussiego stanowi jakas przeciwwage dla tresci, brzeg o ktory sie tresc rozbija (a moze tylko na nim zatrzymuje), rame, naczynie, w ktore stara sie prawdy egzystencjalne zmiescic, a ktore ich pomiescic nie moga, zawsze bowiem wychodza poza ustalony, bezpieczny i pozorny porzadek swiata. Wiec ten lad, ta sucha obserwacja jest prowokujaca. I na jej tle wlasnie- wazne pytania jaskrawiej sie zaznaczaja.

Prowokacja Zanussiego, tak w filmach jak i w zyciu (czytaj: spotkaniach autorskich), to wynik przemyslen, obserwacji, to program niewygodny jak gorset, ale rownoczesnie podtrzymujacy misterna konstrukcje, nie pozwalajacy na jej rozproszenie i zawalenie. Gorsety w dzisiejszych czasach sa malo popularne, budza ogolne zdziwienie, jak chociazby zdziwienie a takze bunt wywoluja prawa i prawdy fundamentalne bronione przez papieza i Kosciol (chociaz akurat na spotkaniu Zanussi wspomnial o gorsetach w kontekscie religii niechrzescijanskich). Nie bronione doprowadzilyby przeciez Kosciol i religie do upadku. I Zanussi ma swoje prawdy, ktorych broni. Przed deklasacja, i to gleboko pojeta- nie tylko jako "wyrzucenie z siodla", ale jako utrata kultury, godnosci czlowieka. Stad moze programowa niechec do nacji slowianskiej, nie tyle do niej co jej "slodkich" przywar bujnie rozkwitlych na zyznym gruncie komunizmu.

W filmach Zanussiego spojrzenie na rzeczywistosc jest spojrzeniem prawdziwego humanisty. Zarzucaja Zanussiemu pesymizm, a przeciez bohaterowie tych filmow to Wielcy Poszukiwacze Prawdy, majacy w sobie niemal dobro i naiwnosc dziecka. Istnieja, nie zgadzaja sie z zastanym swiatem, odrzucaja konformizm, zderzaja sie z innymi postawami i nawet te postawy lamia, przypominaja im o Raju Utraconym, z ktorego kiedys wszyscy wyszli i o ktorym chwilowo zapomnieli. A ktorego obecnosc nagle sobie uswiadamiaja w zderzeniu z czystoscia moralna. Sa jak dusze z filozofii Platona, ktore zanim polaczyly sie z cialem przebywaly w swiecie idei, i za tym swiatem wciaz tesknia i do niego daza. I nawet jesli w ziemskiej wed rowce do calkowitego nawrocenia nie dochodzi, to na pewno dochodzi do podania w watpliwosc stylu i filozofii zycia dotychczas wyznawanych. Nie bylby Zanussi Zanussim gdyby nie postawil kolejnego znaku zapytania, bo ta czystosc moralna tez jest troche podejrzana, do konca przeciez nie wiemy z jakich pobudek wynika, czy jest odbiciem prawdziwego Dobra czy moze tylko sposobem na poprawienie wlasnego wizerunku i na dobre samopoczucie. Takimi wytraconymi z rownowagi i pewnosci sprawdzonych i wygodnych porzadkow zyciowych sa (miedzy innymi oczywiscie, bo trudno w krotkim felietonie pisac o wszystkich bohaterach) wykladowca z "Barw ochronnych" i lekarz z ostatniego filmu Zanussiego "Zycie jako smiertelna choroba przenoszona droga plciowa". Pierwszy eksperymentujacy nie tylko na brzydzacym sie klamstwem i ukladami mlodym pracowniku naukowym, ale takze na sobie. Drugi- rownie cyniczny co pierwszy bohater, w obliczu choroby i smierci szukajacy nie tylko ratunku, ale i odpowiedzi na pytanie co tak naprawde ma sens. Rezyser obserwuje wnikliwie kazda z postaw, zadnej jednak nie potepia ani surowo nie osadza.

Film "Zycie jako smiertelna choroba" ma kompozycje klamrowa. Rozpoczyna go scena z zycia swietego Bernarda przygotowujacego na smierc zlodzieja koni, a konczy scena w prosektorium, w ktorym na ciele bohatera ma dokonac sekcji jego znajomy student. Pelna spokoju twarz rzezimieszka gotujacego sie na smierc i slowa "Tnij. To tylko cialo". To tylko cialo. Chwilowo wypozyczone do ziemskiego zycia.

Szkielko i oko Zanussiego zostaly wzbogacone o uczucie i wiare, dzieki czemu obraz swiata przedstawionego jest pelniejszy, chociaz i tak pelen znakow zapytania. Tych znakow zapytania jest w filmach Zanussiego wiecej niz odpowiedzi, bo padaja pytania, na ktore latwo odpowiedziec nie jest, na ktore jednoznacznych odpowiedzi nie ma. I byc moze wlasnie w zyciu o to chodzi- o TRUD zadawania waznych pytan. Moze samo poszukiwanie sprawi, ze sie chociaz otrzemy o Wielka Tajemnice.

Pana Krzysztofa Zanussiego mielismy zaszczyt goscic w Klubie Modrzejewskiej 20-go stycznia 2001 roku w uroczej rezydencji Joanny i Andrzeja Maleckich. Artyscie towarzyszyl pan Krzysztof Wojciechowski reprezentujacy interesy rezysera w Stanach Zjednoczonych. Gosci powitala w nowym tysiacleciu prezes klubu pani Jolanta Zych, a spotkanie poprowadzil pan domu. Ja tam tez bylam, miod i wino pilam, i sluchajac pieknej polszczyzny pana Zanussiego myslalam o tym - co powyzej.

O czym z szacunkiem donosi w nastroju filozoficzno-filmowym

Dorota Czajka-Olszewska
cache/wst.opf.4111776.xml