Klub Kultury im. Heleny Modrzejewskiej
Helena Modjeska Art and Culture Club

 

"KOŃ A SPRAWA POLSKA"

17 maja 1997

Spotkanie klubu dn. 17 maja 1997,zorganizowane wspolnie z Panstwem Dorota i Tomaszem Skotnickimi w prowadzonej przez nich stadnie polskich koni arabskich w Santa Ynez, na ktorym przedyskutowalismy zagadnienie:

"KON A SPRAWA POLSKA"

Program spotkania przewidywal nastepujace atrakcje:
  1. Niezapomniane przezycia hippiczno-estetyczne
  2. Pokaz koni arabskich
  3. Prezentacja zrebiat
  4. Konkurs z nagroda glowna oraz pocieszenia
  5. Demokratyczne wybory "Miss Pastwiska" i "Ogiera Roku"
  6. Kielbase z rusztu
  7. Wspniala pogode i towarzystwo

My zjadacze chleba, tak gladko przystajacy do tej sredniej klasy , konformisci po kawce porannej, zasiadamy rumaki nasze stalowe i w ruchomym stadzie podazamy w, tak z grubsza, tym samym kierunku.

W Santa Ynez zas noc fioletowa kryje sie juz po jarach, pod kepami debow. Rosa krysztalami zasygla na plowych trawach. Okruchy teczy zamkniete w kroplach czekaja wyzwolenia. Tomek Skotnicki z okna swego domu patrzy na niebo dotkniete na wschodzie szmaragdem, nad horyzontem opasane juz wstega rozowego marcepanu.

Z granatowego kubka pociaga lyk kawy. My parkujemy w pospiechu, zaaferowani sprawami dnia udajemy sie do naszych betonowo-szklanych dziupli. Tomek wdycha gleboko wilgotny zapach liliowego poranka i wolnym krokiem schodzi ze wzgorza, gdzie dom, do stajni. Nas wita dzwoniacy telefon i niecierpliwy klient na linii lub pelne wyrzutu spojrzenie szefa kierujace sie niedwuznacznie w strone zegara. Tomka wita cieplo zwierzecych cial, znajomy zapach siana i uryny i ciche rzenie gniadej Pohanicy. Nad naszym pochylonym karkiem wymagajacy szef lub niezadowolony klient pracowicie piluje nasza cierpliwosc az do zywego miesa. Tomek schylony oglada nowego zrebaka. Na szyji czuje cieply oddech siwej Espoliery. Dzien nastepuje i zar bezlitosny splywa z nieba, rachunki za pasze nie calkiem sie zgadzaja, a weterynarz do zrebnej kobylki dwa razy juz byl wzywany. Pot, sztywny kark i zmeczenie. Popatrz, Tomku, na trawe nasycona swatlem zachodu, na sklon siwej szyi, na wypukle oko i nozdrze rozdete, a bedziesz uzdrowiony. My zas, znow w stalowym stadzie, bedziemy podazac w odwrotnym, lecz z grubsza tym samym, kierunku.

..Sformuja nas, ugniota, uklepia, jak zechca
dosiada, jesli trzeba, ostroga polechca;
i zrozumiemy raptem, ze to co osobne
staje sie tak zgarniete, tak sobie podobne
jak konskie kleby w skoku - nim zmiekczone potem
oplyna w posluszenstwo...
Stad trzeba nam, w szyjach
pedzic nowa swobode, az u podniebienia
zrozumiemy celowosc siodla, co wybija
piane na kraglym grzbiecie.
Zechcemy zmeczenia
cwiczenia tyle - by z pierwszego skoku
zgarniac przeszkode. - I rozkoszy w boku
czekania zlego - zanim poprzez skore
ostroga imie swoje objawi pazurem...


Ernest Bryll " Hippika"

/MJP